Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR"
Przejdź na stronę główną WWW.RADAR.JGORA.PL
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  AlbumAlbum   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

MATERIAŁOWO TECHNICZNE ZAOPATRZENIE

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tadeusz kadow



Dołączył: 06 Kwi 2008
Posty: 104
Skąd: wrocław

PostWysłany: 04 Wrz 2009 20:17 pm    Temat postu: MATERIAŁOWO TECHNICZNE ZAOPATRZENIE Odpowiedz z cytatem

MATERIAŁOWO TECHNICZNE ZAOPATRZENIE - to oficjalna nazwa w latach 1956-1965 powstałych po tym okresie SŁUŻB KWATERMISTRZOWSKICH.
Jeżeli jak wówczas w będącym w powszechnym użyciu określeniu "łączność to nerw armii" to służby:mundurowa,finansowa,żywnościowa, MPS /Materiały Pędne i Smary/ czy wreszcie kwaterunkowo budowlanna wchodzące w skład MATERIAŁOWO TECHNICZNEGO ZABEZPIECZENIA śmiało można by nazwać "KRWIOBIEGIEM" armii.
Sprawne działanie tych SŁUŻB zapewnić miało bezproblemowe działanie kompanii radiotechnicznej.
Brak jednak środków finansowych i materiałowych - przyznaję to z przykrością, a w niektórych przypadkach i nieudolność ludzi kierujących poszczególnymi służbami nie ułatwiały w kompaniach radiotechnicznych życia.
W każdej dziedzinie obowiązywały limity i limity.
W początkowym okresie wojskowej kariery nie zawsze zdawałem sobie z ich znaczenia sprawę w miarę jednak zdobywania doświadczenia to tajemnicze znaczenie LIMIT stawało się dla mnie jaśniejsze.
Przyznaję limity były bardzo krępujące lecz kiedy wreszcie je poznałem i nie jeden raz na ten temat służbowo występowałem to okazywało się,że poszczególne szczeble dowodzenia zawsze gromadziły dla swoich potrzeb "rezerwy" limitów.
Kompania radiotechniczna już nie stanowiła dla nikogo organizacyjnego szczebla pośredniego przekazującego "LIMIT" więc musiała korzystać z przyznanego limitu przez batalion.
Największe problemy stwarzały tzw limity kilometrowe przyznawane na poszczególne pojazdy mechaniczne.
Nigdy nie mogłem pojąć jak to jest,że zapotrzebowanie na limity w kompaniach składane jesienią roku poprzedniego i przy najdokładniejszym i rzetelnym ich wyliczeniu po pierwszym stycznia nowego roku przyznane są znacznie mniejsze od potrzeb jakie kompania radiotechniczna składała.
Szybko w tej sprawie wpadłem na pomysł zgłaszania potrzeb limitowych "na wyrost".
Wiem,że robili to starsi stażem dowódczym koledzy.
Pamiętam to bardzo dokładnie bo dowodząc kompanią zawsze wchodziłem w spór z por.Sienkiewiczem,Szefem Służby Samochodowej batalionu.
Żaden jednak spór nie dawał pozytywnych rozwiązań - w kompanii brakowało kilometrów a w batalionie nie i nie było to moje sugestywne odczucie.
O nie !
Jako przykład - gdzieś od połowy 1964 kompania otrzymała samochód typu mikrobus NYSA.
Samochód ten miał wyłączne przeznaczenie - przewóz dzieci do szkoły,naszych rodzin w razie potrzeby do lekarz lub szpitala i raz w tygodniu na zakupy do Wejherowa.
Komasując te wszystkie wyjazdy 52 na zakupy po 5okm jeden,dowóz dzieci do szkoły przez 200 dni w roku 10km dziennie oraz rezerwując po jednym prawdopodobnym miesięcznym wyjezdzie do szpitala w Oliwie 1200 km,składałem zapotrzebowanie na 5800km rocznie.W rozbiciu na potrzeb stanowiło to 2000km do szkoły,2600 km na zakupy i 1200 km na ewentualny dojazd do szpitala a przyznany limit wynosił zawsze 3000km.
Podobnie wyglądał limit przyznawanych kilometrów na zaopatrzenie bytowania żołnierzy służby zasadniczej przez samochód ciężarowy.
Średnio w tygodniu w celu dowozu zaopatrzenia dla żołnierzy służby zasadniczej do Wejherowa samochód musiał jechać minimum trzy razy w tygodniu, stanowiło to 50km i na ten cel mimo zgłaszanych potrzeb 7000km przydzielono mi 5000km.
Na drugi więc rok zgłosiłem zapotrzebowanie 10000 km i otrzymałem.
Każde spotkanie na odprawach z dowódcą batalionu to połowa odprawy w temacie "kilometry-kilometry".
Sytuacja ta trwała do czasu "wielkiej awantury"jak ją nazwano w sztabie a została wywołana na jednej z odpraw przez moja osobę.
W gronie dowódców terenowych kompanii byłem najmłodszym stażem oficerem, wszyscy pozostali to starzy wyjadacze i bardzo "zżyci"z oficerami sztabu ale ja przez pomyłkę tajnej kancelarii otrzymałem pismo adresowane do dowódcy 21 kompanii radiotechnicznej stacjonującej w Duninowie, 12 km od Ustki która zaopatrywana była z Ośrodka Szkoleniowego Młodszych Specjalistów MW.
We wspomnianym piśmie kompanii przyznano limity większe od tych jakie przyznano mojej 22 kompanii o prawie 100%.
Po otrzymaniu tego pisma dosłownie krew we mnie się zagotowała bo przecież ja również "szefostwo"służby batalionu w WIEJSKIEJ gościłem i taka to" sprawiedliwość".
Tak się tą wiadomością zdenerwowałem,że nawet Zenkowi O./dowódca 21 kompanii/najstarszy wiekiem i stopniem wówczas dowódca kompanii radiotechnicznej nie mogłem darować.
Kiedy fakt tego pisma wyjawiłem szefowi samochodówki z propozycją skorygowania przyznanych 21 kompanii limitów na korzyść mojej kompanii i Jego odmowie nie mogłem tej sprawy tak pozostawić.
Na odprawie ujawniając ten fakt zadałem jednocześnie pytanie "kto to dzieli tak te limity i czym przy ich podziale się kieruje?"
Przyznaję od tej "historycznej"odprawy przez pewien czas szefowie służb mieli mi za złe "to publiczne wystąpienie" i usiłowali delikatnie dokuczać moim podwładnym którzy mieli jakieś sprawy do załatwienia w sztabie.
Trwało to jednak tylko do czasu.
W następnych latach w sztabie zaczynała panować opinia "dla Lisewa wszystko".
Kosztowało mnie to sporo ale co się nie robiło dla utrzymania autorytetu kompanii.
Z limitami kilometrowymi związane były bardzo silnie limity paliwowe.Można było mieć limit kilometrów a nie mieć na ten cel paliwa i odwrotnie.
W kompanii dopiero pod koniec roku 65 zadołowano zbiorniki paliwowe pojemności 10000 l po jednym na benzynę i olej napędowy.
Do tego czasu na wyposażeniu znajdowały się 200 l beczki.
Tankowanie samochodów lub agregatów był to "cyrkowy"pokaz sprawności.
Przy takich czynnościach zawsze dochodziło do mniejszego lub większego rozlewania paliwa i pomijając sam problem bezpieczeństwa pożarowego
powodowało to ubytki w stanie paliw za które nie wiadomo kto miał ponosić odpowiedzialność.
Sytuacja wydawała się dość dziwna bo w etacie kompanii nie było osoby bezpośrednio odpowiedzialnej za stan paliw.
Magazynier MPS znajdował się w etacie batalionu i na zgłaszane potrzeby dowoził potrzebne ilości do kompanii.
Obowiązywała zasada każde paliwo w pojazdach specjalnych a było ich w kompanii 12 podlegało corocznej rotacji.Każdy z tych pojazdów przy sobie na stanie posiadał zapas paliwa na 650km.
Wymieniać należało również oleje w misce olejowej z letnich na zimowe i odwrotnie.
Wykonywanie tych czynności wymagało każdorazowego uruchomienia silnika pojazdu,rozgrzania go i nie wiadomo było skąd brać na to paliwo.
Z tym paliwem to było "urwanie głowy" i kiedy do Taty /tak nazywaliśmy szefa zaopatrzenia MPS/ w tej sprawie skierowałem oficjalne zapytanie ten będąc mi "wdzięczny za wskazanie problemu"spowodował przysłanie przez dowódcę batalionu komisji inwentaryzacyjnej paliwo.
No i otwarło się prawdziwe piekło.
Komisja stwierdziła ileś tam /dokładnie nie pamiętam ale w granicach na pewno nie mniej jak 200l brak paliwa.
Sporządziła stosowny protokół z "przeważenia paliwa"i w nim wskazała mnie jako dowódcę jako osobę odpowiedzialną za ten brak.
Protokół przedstawiono mi do podpisu a ja odmówiłem.
W wojsku obowiązywała wówczas zasada "za wszystkie szkody odpowiada bezpośredni sprawca a jeżeli sprawcy nie ustalono odpowiada dowódca".
Przyznaję była to surowa zasada ale w tym przypadku do spowodowania straty w mieniu się absolutnie nie poczuwałem.
Sam sprawę zasygnalizowałem i wymagałem jjej załatwienia a nie uczynienia mnie winnym.Uparłem się i konsekwentnie odmawiałem "naprawienia szkody".
Problem ten spowodował "piekło"jak wspominam,gdyż stał się przyczyną działania komisji przeprowadzającej inwentaryzacje w pozostałych kompaniach i wszędzie okazało się podobnie - lub gorzej.
Od roku 1966 zaczęto budować magazyny MPS w kompaniach a w połowie 1975 lat stawiać przy nich dystrybutory z miernikami.
Oceniam,że sprawa dystrybucji paliw to najdłużej wlekąca się w prawidłowym rozwiązaniu sprawa na terenie kompanii radiotechnicznej.
Czyniła ona nam dowódcą tych kompanii codziennie wiele problemów.
Dopiero w połowie lat 70 do etatu wprowadzono stanowisko - magazynier MPS, etat żołnierz służby zasadniczej.
A za braki, mimo odwoływania zapłaciłem wysokość jednej pensji.

Zaopatrzenie w sorty mundurowe oraz środki higieniczne żołnierzy służby zasadniczej realizowane było w batalionie radiotechnicznym.
Dwa razy w roku w kwietniu i wrześniu szef kompanii samochodem ciężarowym udawał się do sztabu batalionu.
Była to iście ekspedycja.W czasie tym należało dokonać wymiany umundurowania z zimowego na letnie lub odwrotnie,odebrać należne kompanii środki czystości:mydło dla celów gospodarczych,proszki do prania dla żołnierzy służby zasadniczej,środki toaletowe dla Nich mydło pastę do zębów,żyletki,mydło do golenia,zdać zniszczone umundurowanie i obuwie,zużytą pościel,pobrać potrzebne czyściwo itp,itp.
W tą podróż lecz najczęściej pociągiem udawał się zawsze jeden z dowódców stacji dokonując wymiany zużytych części zamiennych oraz po zaopatrzenie spirytusu na potrzeby konserwacji sprzętu.
Służba mundurowa działała najczęściej sprawnie ale jednak nie raz "czegoś tam brakowało" i najczęściej już kompania tego nie otrzymywała - nie było jak tej należności odebrać.
Do roku 1963 w czasie takiej bytności należało również odebrać od technika kwat.-bud.sprzęt do celów konserwacji i utrzymania koszar;cement wapno,farbę do malowania ścian,kredę malarską,żarówki,kielnie,młotki,siekiery gospodarcze,gwozdzie itp.
Na sprzęt ten składało się przed wyjazdem zapotrzebowanie i jak obiecywano zawsze - należało tylko się zgłosić i go odebrać.
Kłopot jeden polegał na tym,że wszystko to na obiecankach technika się kończyło.
Na miejscu w Słupsku miał swoje koszary na terenie których stacjonował sztab batalionu i miejscowe kompanie,tam był codziennie dowódca batalionu i gonił do roboty a terenowe kompanie ?
A terenowe kompanie mogły czekać do następnego terminu zaopatrzenia i następnych nie spełnionych obiecywań.
Takie MATERIAŁOWO TECHNICZNE ZAOPATRZENIE w materiały eksploatacyjne powodowały ciągłe kłopoty w kompaniach terenowych a ich likwidowanie polegało tylko na inwencji we współpracy dowódcy kompanii z terenie.Zawsze jednak można było usłyszeć w sztabie powiedzenie "Wy,to o nas - o koszary wcale nie dbacie,ile punktów świetlnych jest nie czynnych a o kontaktach i gniazdkach wcale nie mówię" a byli i tacy co mówili "patrzcie jak u nas jest".
W czasie nie jednej odprawy to słyszałem aż kiedyś pozwoliłem sobie przedstawić zestawienie stanu zrealizowanych zapotrzebowań.
Nie zmieniło to jednak praktyki obiecywania.
Zmieniło się to trochę na lepsze w roku 1962 kiedy koszary kompanii zostały w ramach kwat.-bud.obsługiwane przez powstałe WAK /Wojskowa Administracja Koszar/ batalionu łączności MW z Wejherowa.
Terenowe kompanie w terenie żebrały dosłownie o wszystko i wszystkich.
W tym miejscu przywołuję wspomnienia Zenka Pokorę - kierownika POM w Kostkowie,który na każdą moją prośbę gotów był mi pospieszyć z pomocą w naprawie dosłownie wszystkiego a w stolarni nie jeden raz dla potrzeb kompanii cięte były kłody na deski.
Dyrektora Zespołu Państwowych Gospodarstw Rolnych w Chynowie Henryka Ossowskiego,którego nie jeden raz gąsienicowe ciągniki wyciągały z podmokłej łąki zakopane w czasie przebazowania samochody specjalne.To za Jego zgodą konie które były na stanie kompanii znalazły miejsce w stajni gospodarstwa Jęcewo a nie stały i zimą nie marzły w biednej przez nas zbudowanej szopie.
To kiedy do kompanii na stacji kolejowej znajdował się transport węgla Jego ciągniki pomagały nam go zwozić.
Zawiadowcę stacji Kostkowo Józefa Owczarka,który przychylnym okiem spoglądał na przestój nierozładowanego w czasie transportu.
A latach 1968-70 tego transportu było sporo.
Wspominać będę w temacie BUDUJĘ STANOWISKO DOWODZENIA!.
Przewodniczącego Gromadzkiej Rady Narodowej Gniewino,Franciszka Gołąbka,który oddał nam w użytkowanie budynku nieczynnej od lat wielce zasłużonej w szerzeniu polskości na tym terenie szkoły podstawowej Nadole w której urządziliśmy w jednej klasie Salę Pamięci a w trzech innych pozwolono nam urządzić stanicę do której przybywała nasza kadra i rodziny na sobotnio - niedzielny wypoczynek.
Przybywali tam również nasi żołnierze służby zasadniczej.
Na koniec wspomnień o tych patronach nie mogę zapomnieć a Pani Bronisławie ICEK,kierowniczce gospodarstwa rolnego JĘCEWO.Naszemu najbliższemu sąsiadowi na którego ziemiach stacjonowała nasza kompania i której nie jeden raz moi żołnierze swoim zachowaniem dokuczyli.
A Pani Bronisława zapominała o tym bardzo szybko.
To właśnie w gospodarstwie Pani Bronisławy kadra nasza zaopatrywała się w ziemniaki,jajka z fermy i drób.
Wspomnę jeszcze tylko,że Pani Bronisława była pierwszą w Polsce kobietą traktorzystką i jeśli ktoś z czytających pamięta taki plakat KOBIETY NA TRAKTORY i traktorzystkę na traktorze URSUS to tą traktorzystką była właśnie Pani Bronisław.
Widziałem sam dokument potwierdzający przyjęcie Pani Bronisławy przez Prezydenta Bieruta po defiladzie 22 lipca 19652 roku.
Była z tego bardzo dumna.
Prywatnie w naszym środowisku nazywaliśmy ją BABA CHŁOP z racji twardej ręki w rządzeniu gospodarstwem i ostrego słownika jaki pozwalała sobie używać w rozmowach.
Ale przesympatyczna,szczera i serdeczna kobieta.

W należności żywnościowe zaopatrywaliśmy się w batalionie łączności Marynarki Wojennej w Wejherowie.
Obowiązywała zasada wyżywienia tzw dekadowego.Znaczyło to,że wszystkie produkty pobierało się dla całego stanu na dekadę.Wszystkie a jednak po produkty mięsne należało zgłaszać się co dwa trzy dni.
Stanowiło to pewną uciążliwość /limity kilometrowe/ i nie jeden raz uciekaliśmy się do przewozu tych wyrobów plecakami w pociągu .
Może ten proceder trwał by wieki lecz ukrócony został bardzo szybkom kiedy pewnego razu w tym samym pociągu w tym samym wagonie i jak by tego było jeszcze mało w tym samym przedziale gdzie żołnierze przewozili mięso musiał podróżować jadąc do lecznicy w Gniewinie powiatowy lekarz weterynarii z Wejherowa.Tak przesympatycznie rozmawiał ze swoimi współpasażerami,że Ci mu wyjawili nie tylko,ze wiozą mięso ale jeszcze skąd i dla jakiej jednostki.
Dowiedziałem się o tym fakcie z meldunku który przez wojewódzkiego inspektora sanitarnego doszedł do inspektora sanitarnego MW a ten nasłał na nas swego podwładnego.
Żołnierze służby zasadniczej żywieni byli w/g racji "Z".
Wszyscy którzy pełnili służbę na urządzeniach radiolokacyjnych dodatkowo otrzymywali dodatek "DO".
Na ten dodatek składało się 7 dg kiełbasy,2g masła i 200g chleba,kierowcy i kierowcy- elektromechanicy dodatkowo dodatek "M",mleko 500ml.
Od połowy lat 70 wszyscy pełniący 24 godzinne dyżury bojowe otrzymywali w czasie jego pełnienia bezpłatne wyżywienie,kadra w/g normy "Z" plus dodatek "DO" tak żołnierze służby zasadniczej.
Żołnierze zawodowi dowódcy RLS,inżynierowie i technicy oraz starsi operatorzy którzy minimum 4 godziny na dobę pracowali w warunkach szkodliwych dla zdrowia do początków lat 70 dodatkowo otrzymywali 15 dni urlopu oraz dodatek do uposażenia w wysokości 15%.
Na początku lat 70 zmieniono te zasady 15 dni urlopu otrzymywali wszyscy poza dowódcami którzy mieli tylko 7 dni te 7 dni dodatkowego urlopu otrzymywał również dowódca kompanii.
Z okazji 22 lipca,12 pazdziernika,Wielkiej Nocy i Bożego Narodzenia
przysługiwał dodatek świąteczny.
Na stanie kompanii znajdowały się również dwa konie jako środki ciągu.Wykorzystywane były one do codziennego dowozu pieczywa z piekarni w Kostkowie oraz mleka dla potrzeb żołnierskiej kuchni.
Były konie lecz Ci co budowali koszary zapomnieli o stajni i do czasu kiedy to przez Dyrektora Osswskiego nie udało się załatwić dla nich miejsca w stajni gospodarstwa Jęcewo stały w bardzo prowizorycznej szopie jaką sposobem gospodarczym udało się moim poprzednikom zbudować.
SPOSÓB GOSPODARCZY to zawołanie które wśród wyższych dowódców przez długie lata pokutowało w naszych wojskach.
Można było odnieś wrażenie,że niektórzy z NICH wyrażali przekonanie SPOSOBEM GOSPODARCZYM można zbudować nowoczesny sprzęt bojowy.
Uczestniczyłem w niejednej odprawie na której z niejednych ust moich zdawało się rozsądnych i logicznie myślących przełożonych padały stwierdzenia "Należy pomyśleć jak to wykonać a może by tak sposobem gospodarczym i dodawano przecież to łatwiej!".
Takie puszczone bez przemyślenia słowa przez jednych były przekuwane natychmiast jako rozkazy przez drugich.
Sam wpadłem bardzo boleśnie w ich sidła dwa razy.
Raz o krok w kryminale.
Na samo wspomnienie ich przeżyć przechodzą mnie jeszcze dreszcze dzisiaj.

W następnym NA STANOWISKU DOWODZENIA KOMPANII.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry Wszystkie czasy w strefie GMT
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group