Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR"
Przejdź na stronę główną WWW.RADAR.JGORA.PL
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  AlbumAlbum   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

NA STANOWISKU DOWODZENIA KOMPANII

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tadeusz kadow



Dołączył: 06 Kwi 2008
Posty: 104
Skąd: wrocław

PostWysłany: 17 Paź 2009 16:21 pm    Temat postu: NA STANOWISKU DOWODZENIA KOMPANII Odpowiedz z cytatem

Wiedziałem już kompania radiotechniczna to nie to samo co nie istniejący już Ośrodek w Przasnyszu,nie to samo co Jelenia Góra.
Od paru już dobrych tygodni wiedziałem, kompanii radiotechnicznej nie można przyrównywać do żadnej innej jednostki wojskowej.
Żyjąc w kompaniach radiotechnicznych nigdy nie mogłem zrozumieć jak wszyscy nasi przełożeni wyższego szczebla nie znali realiów życia jakie kadrze i żołnierzom służby zasadniczej tam stworzono.
Mówiąc, Wyżsi jeszcze mogłem zrozumieć mieli do kompanii "daleko",zjawiali się w niej przy okazji kontroli którą nazywali o ironio "Pełna Praca Terenowa" ale ,że na porządku dziennym nasi bezpośredni przełożeni w batalionie , w latach 60 w pułku a i w latach 70 w brygadach nie rozumieli potrzeb kompanii tego nigdy nie rozumiałem.
O każde należności należało się dosłownie awanturować a każdą kompanijną inwestycję należało wykonać "SPOSOBEM GOSPODARCZYM".
Dosłownie i w przenośni.Przy minimalnej pomocy Szefów Służb batalionu czy pułku.Szczyt postawy szefów dał się odczuć w kompanii w latach 70 kiedy wszystkie ich etaty zamieniono z oficerskich na chorążego i na te stanowiska przychodzili młodzi absolwenci Szkół Chorążych.
Wyprzedzam wspomnienia.
Nie da się jednak zapomnieć tego co tak dokuczliwym było w kompanii każdego dnia.
Jeszcze nie jeden raz o tym we wspomnieniach będę pamiętał i nie dlatego by "płakać"na los lecz dlatego aby podkreślić ofiarność zdecydowanej większości wszystkich którzy na posterunkach radiotechnicznych pełnili służbę w obronie ojczystego nieba.
Stanowisko dowodzenia w skrócie SD krt jak w nomenklaturze etatowej było nazywane nie miało swojego przełożonego przez wszystkie lata mojej służby.
Miało służyć dowódcy kompanii a jednak nie miał się nim kto opiekować.
Było to jak "dziecko sierotka".W etacie kompanii był co prawda etat"dowódca plutonu dowodzenia"lecz nie był odpowiedzialny za SD krt.
Urządzenie SD należało do obowiązków dowódcy kompanii.
W kompanii w chwili mojego przybycia nie było właściwie SD ,nie było bo przykro to powiedzieć mój dowódca nie umiał jego urządzić,nie umiał a może w tej trudnej sytuacji życia na kompanii nie chciał być.
Kiedy więc niespodzianie do kompanii przybyła grupa oficerów z batalionu na sprawdzenie gotowości bojowej okazało się - kompania nie poosiada SD.
Pamiętam to bardzo dobrze gdyż było to moje pierwsze w zawodowej służbie spotkanie w celu "sprawdzenia gotowości bojowej".
Dotychczas gotowość bojowa kojarzyła mi się jedynie z gotowością pododdziałów piechoty na polu walki - zajęciami z taktyki wojsk jaką poznawałem w czasie szkolenia jako podchorąży.
Przewodniczącym komisji kontroli gotowości bojowej był szef sztabu sbrt mjr Granat.
Zapamiętałem to zdarzenie właśnie przez nazwisko szefa sztabu.
Cała komisja po kontroli zadziałała jak wybuch granatu.
Po przeprowadzonej kontroli na odprawę z komisją zwyczajowo wzywano dowódcę i zastępcę dowódcy tym razem wezwano również i mnie i na tej odprawie dostaliśmy wszyscy dosłownie solidny wycisk.
Pamiętam większość słów jakie pod naszym adresem ze strony przewodniczącego komisji skierowano .
Szef sztabu należał do tych oficerów sztabu którzy często używali zawsze słów obiegowo obelżywych .
Z kontroli otrzymaliśmy ocenę niedostateczną.
Po kontroli do kompanii przysłano rozkaz nakazujący w trybie natychmiastowym urządzenie stanowiska dowodzenia i mnie wyznaczono do czasu odbioru nowej radiolokacyjnej stacji na realizatora tego przedsięwzięcia.
Nawet nie próbowałem dochodzić dlaczego dopiero teraz - kompania istniała od 1956 a jest rok 1958,na kompanii nie było stanowiska dowodzenia.
Przecież stanowiska dowodzenia podlegały szefowi sztabu.
Po odprawie nic nie chciałem udowodniać choć byłem bardzo zaskoczony,że będąc w kompanii nieco ponad miesiąc zostałem winnym braku stanowiska dowodzenia jak to zaznaczono w rozkazie.
O samym urządzeniu stanowiska i jego funkcjonowaniu miałem bardzo ale to bardzo ograniczone i mgliste pojęcie.Jedyne co pamiętałem ze szkoły to zapisane na kartkach meldunki które telefonicznie przekazywano na planszet ale w szkole nie było SD krt a kpt.Glabka wykładowca Taktyki OPL też chyba nic na ten temat nie wiedział.
Wysłano więc mnie rozkazem do 81 kompanii w m.Duninowo.Była to nasza - batalionu wzorowa kompania.Jej dowódca kpt.Zenon Oczkowski uchodził za specjalistę od pracy bojowej.Tam pobyt miałem wykorzystać na odwzorowanie urządzenia stanowiska dowodzenia.W czasie pobytu okazało się,że specjalistą od pracy bojowej na tej kompanii nie jest wcale jej dowódca ale ppor.Kazimierz Biernacki absolwent naszej szkoły lecz promocji 1955 roku.
Rychło zawarliśmy przyjażn i tam pierwszy raz w życiu na własnej skórze doświadczyłem co to jest praca bojowa na stanowisku dowodzenia kompanii radiotechnicznej,co to jest gotowość bojowa nr 1.
Była to pierwsza kompania batalionu i zabezpieczała działania bojowe plm w Słupsku miała swoich nawigatorów oraz RL Faza /radio linia/dla SD sbrt i SD plm.
Kazik przekazał mi naprawdę bardzo wiele. Tydzień czasu który na SD spędziłem prawie dzień i noc z wiedzy - praca bojowa stanowiska dowodzenia dał mi więcej niż wszystkie instrukcje i przekazy przełożonych.
Wracam do kompanii a tam niespodzianka mam nowego dowódcę kompanii - por.Marian Kozik.kpt.Morawski jeszcze jest ale już się rozlicza.
por.Kozik poświęcę specjalne wspomnienia.
Wart tego - był to wspaniały oficer.Świetny organizator.Mogę śmiało powiedzieć - wszystko co poznałem na temat dowodzenia poznałem od tego dowódcy.
Jednak do realizacji zadania - urządzanie stanowiska dowodzenia.
Po wykonaniu schematu dokonałem zestawienia potrzeb materiałowych i jadę do sztabu sbrt aby zatwierdzić plan i otrzymać stosowne materiały.
Plan udało mi się zatwierdzić tego samego dnia gorzej było jednak z materiałami potrzebnymi na budowę.
Jedni jak kpt.Kowalski - szef łączności "spławili" mnie bardzo szybko,proszę zostawić zapotrzebowanie i nie czekać,jak zgromadzę materiały to zawiadomię a może i mechanika podeślę.Z kompanią rozstałem się w grudniu 1970 roku,kpt.Kowalski został majorem a zestawienie nie zostało zrealizowane.
kpt.Dominiak - dowódca SD sbrt do którego skierował mnie szef sztabu z zapotrzebowaniem na deski,świetlówki,oprawy,przewody itp sprzęt odesłał mnie do wszystkich "świętych"i kazał szybko s.... do Lisewa.Obiecał co prawda szkło organiczna na planszety lecz dostałem je dopiero pod koniec listopada 1970 rok kiedy oddawałem w kompanii wybudowane "sposobem gospodarczym"stanowisko dowodzenia jako obiekt ziemny.
W kancelarii technika kwaterunkowo budowlanego kazano mi zostawić zapotrzebowanie i czekać nie określając jednak bliżej terminu czekania.
Przyznaję wszędzie przyjęto mnie bardzo grzecznie,nigdzie nie podważono podpisu szefa sztabu,nie kwestionowano nawet zestawienia na materiały lecz informowano - koniec roku,brak środków finansowych i mam czekać.Nawet nie zauważyłem delikatnych uśmieszków w poszczególnych kancelariach.
W sztabie nic nie załatwiłem,wracam więc ze skargą do szefa sztabu i bardzo liczę na pomoc a tu całkowite zaskoczenie "parę grzecznościowych słów na temat skąd Oni to wytrzepią" i po nieśmiałej mojej próbie o interwencje dowiaduję się,że "sposobem gospodarczym Oczkowski/to dowódca 81 kompanii/nie takie rzeczy jak SD zbudował".
Byłem tam i widziałem ale "takich" rzeczy nie widziałem.
Przy wyjściu otrzymuję przypomnienie "że termin urządzenia SD ma być dotrzymany"a On tzn szef sztabu już tego dopilnuje.
Wieczorem wracam do kompanii a rano melduję dowódcy o tym co załatwiłem w sztabie.Czyli niczego!
Spodziewałem się reprymendy a tu por.Kozik w najsłodszych słowach zwraca się do mnie "Panie poruczniku",nigdy do nikogo nie zwracał się inaczej jak "Panie" - a czego się pan spodziewał po tych pieniaczach ze sztabu,niech się Pan nie martwi jakoś "sposobem gospodarczym" urządzimy to stanowisko dowodzenia.
Jak powiedział tak się stało.Na drodze do obiektu technicznego rosły świerkowe drzewa,cztery wycięliśmy,w PGR Chynowie był tartak,tam przetarliśmy na deski i kantówki,ppor.Każmierczak wysłany został na stacje TT do Wejherowa której mechanicy dostarczyli nam potrzebne ilości osprzętu telefonicznego.
Pierwszy raz w życiu uczestniczyłem w przedsięwzięciu znanemu chyba tylko w wojsku "inwestycja systemem gospodarczym".
Był to przełomowy moment mojego życia w przyszłości "system"ten będzie moją "specjalnością".naturalnie oprócz wojskowej specjalności IX - 3 dowódca urządzeń radiolokacyjnych a następnie IX - I dowódca kompanii radiotechnicznej.
Prawie miesiąc trwało urządzanie stanowiska dowodzenia.Na początku stycznia dowódca kompanii,por.Kozik mógł zameldować o wykonaniu zadania.
W etacie kompanii były stanowiska - oficer operacyjny SD.Stanowiska te nigdy jednak nie były obsadzone,nie było kadry i chyba na początku lat 60 etaty te zostały zniesione.
Budując tak związałem się z SD,że w przyszłości uważałem je za swoje.A w czasie dalszej służby "systemem gospodarczym"zrealizowałem jeszcze umocnione SD w mojej kompanii,32 brt i 23 kompanii.
Dożyję,wspomnę.
Rozpocząłem organizację pracy bojowej na SD.
212 kompania radiotechniczna w ugrupowaniu bojowym batalionu znajdowała się w pierwszej linii.Naszym zasadniczym celem było wykrywanie i prowadzenie obiektów powietrznych od wysokości 500 m oraz współdziałanie z sąsiednimi kompaniami 1 w Duninowie i 3 w Babich Dołach.Jednocześnie przekazywania radiowej informacji do wykorzystania przez lotnictwo MW w przypadku przebazowania do Wicka Morskiego.
Na SD kompanii znajdowały się dwa planszety do zobrazowania sytuacji powietrznej z dwu stacji radiolokacyjnych.
Obecnie kompania na uzbrojeniu posiada RLS P8 a w przyszłości P 10,JAWOR,JAWOR 2 M,PRW 9 i 11 jako stacje wykrywania celów nisko lecących i na dniach mieliśmy otrzymać stację dalekiego wykrywania.
Jeszcze tylko nie wiadomo jakiego typu.
Ostatecznie w lutym 1959 NysaC i B a w 1968 P 35 oraz RL Faza 30 .
Obok tych planszetów znajdował się również planszet "sieci powiadamiania i ostrzegania".W tej sieci kompania otrzymywała informację o sytuacji powietrznej w strefie batalionu radiotechnicznego.
Miejsce pracy planszecistów żargonowo nazywano "ołtarzem".Na SD należało się w "planszety patrzeć jak w ołtarz".
Na wprost planszetów znajdował się stół dowódcy kompanii a w nim zamontowana centrala telefoniczna.Pierwotnie była to centrala ŁP 10,w następnych latach 20 od grudnia 1970 dyspozytornie CB.
Siły i środki kompanii radiotechnicznej codziennie znajdowały się w gotowości bojowej nr 3 lecz tylko na SD skrócone zmiany dowodzenia a na RLS pełne.Zmianami operatorów RLS,eletromechaników i obserwatorami dowodził technik dyżurny .Pracą bojową SD kierował starszy zmiany - żołnierz służby zasadniczej.
Stacje radiolokacyjne bojowo pracowały według grafiku bojowego dyżurowania.Rozkazy na włączenie i wyłączenie sprzętu przekazywał oficer dowodzenia PŁSD /Połączone Stanowisko Dowodzenia/.
Dyżur stacji radiolokacyjnej trwał nieprzerwanie 4 godziny.Od tej zasady były jednak wyjątki.Stacji nie wyłączano jeżeli w strefie wykrywania znajdował się obcy samolot radiolokacyjnego rozpoznania.W latach 60 i 70 były to samoloty Valiant, Vulkan lub Atlantyk.
Dla rozpoznawania samolotów własnych każda stacja wyposażona była w zestaw NRZ/Naziemnego Radiolokacyjnego Systemu Zapytywania/
System ten współpracował z SRO /Samolotowe Radiolokacyjne Urządzenie Odpowiedzi/ montowane na samolotach.
Bardzo często w ciągu dnia i nocy dla kompanii zarządzano gotowość bojową nr 1.Sygnał ten również przekazywany był s PŁSD.
Powodem wprowadzenia gotowości nr 1 była zawsze niewyjaśniona sytuacja powietrzna co do ustalenia przynależności samolotu,naruszenia reżimu lotu,udzielenia pomocy będącemu w potrzebie oraz działania nieprzyjacielskich samolotów rozpoznania.
Na szczeblu SD KOPK zarządzano również bardzo często 2 - 3 razy w miesiącu loty kontrolne.Loty te służyły do sprawdzenia czujności i właściwego działania całego systemu obrony powietrznej.
Na ten sygnał uzupełniano zmiany dyżurne do pełnych zmian a na stanowisko dowodzenia kompanii przybywał i kierował dowódca kompanii.
Zdarzały się bardzo często dni kiedy gotowość nr 1 trwała godzinami a więc i dowódca kompanii musiał tam tez przebywać.
W połowie lat 60 w kompaniach wprowadzono tzw grupy operacyjne i wówczas na stanowisko dowodzenia przybywał dowódca grupy.
Powstanie tych grup miało odciążyć dowódcę od długotrwałego przebywania na SD,nic to jednak nie ulżyło gdyż dowódcami grup mogli być tylko dowódca lub jego zastępca,którego najczęściej w kompanii nie było.
W latach 60 ewidencjonowanie działalności środków wykrywania dokumentowano w systemie zapisu graficznego w specjalnych dziennikach a pod koniec tych lat na SD otrzymaliśmy magnetofony ZK 120 lub 125.
Nastaje wówczas okres kiedy w razie podjęcia próby odtworzenia niewyjaśnionej sytuacji powietrznej zamiast meldunków z głośników magnetofonu płyną muzyczne przeboje.Próby ukrócenia tego procederu zawsze spełzały na niczym.Śmialiśmy się,że czasie nocnych dyżurów i czuwania wojsk radiotechnicznych Polskie Radio nadawało właśnie swoje najlepsze przeboje a Radio Polonia szczególnie.Sam się o tym nie jeden przekonałem przebywając w nocy na SD .
Za naruszenia ze strony służb dyżurnych pełnienia dyżurów bojowych zawsze wyciągane były surowe konsekwencje służbowe.W takim przypadku zawsze wykonywało się tzw "kalkę kontrolną" i z nią udawało się do sztabu sbrt "bronić" swoich racji,nie zawsze wychodziło się z tego obronną ręką.
Tak dowódca kompanii dniami i nocami przebywał w kompanii będąc za wszystko odpowiedzialny.


W następnym por.MARIAN KOZIK
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Jerzy Antonowicz



Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 25
Skąd: Świnoujście

PostWysłany: 20 Paź 2009 11:29 am    Temat postu: "systemem gospodarczym" Odpowiedz z cytatem

Nie przypuszczałem, że taka nędza była w kompaniach rt. Toż w MW (traktowanej jak "piąte koło u woza") zaopatrzenie realizowane było (na oko) w 90% potrzeb. Początkowo materiały przydzielano wg norm należności, a potem na 50% zaopatrzenia był kredyt, i swoboda (uzasadnionych) zakupów bezgotówkowych. Były kłopoty z przepałem paliwa pojazdów benzynowych (wspominał o tym któryś z Kolegów), oraz akumulatorami kwasowymi. Tego trzeba było pilnować. "System gospodarczy" istniał, ale w sprawach socjalnych, porządkowych, lub usprawniających działanie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry Wszystkie czasy w strefie GMT
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group