Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR"
Przejdź na stronę główną WWW.RADAR.JGORA.PL
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  AlbumAlbum   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

W DYSPOZYCJI

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tadeusz kadow



Dołączył: 06 Kwi 2008
Posty: 105
Skąd: wrocław

PostWysłany: 28 Lut 2010 15:46 pm    Temat postu: W DYSPOZYCJI Odpowiedz z cytatem

Przez kolejne dni rozliczam się z batalionem.
Praktycznie nie wiele mam do roboty wszak rozliczony zostałem już w Lisewie przed pójściem do Darsewa.
Kiedy zgłaszam się do kancelarii mundurowej gdzie mam załatwić wszelkie formalności z wypłatą należności na zakup cywilnego ubrania wyjaśniają mi,że takie postępowanie ujęte jest w przepisach mundurowych kiedy żołnierz kierowany jest do wykonania misji wojskowej poza granicami kraju.
Otrzymuję wykaz należnych przedmiotów zaopatrzenia w sorty mundurowe które na koszt wojska mogę zakupić.
Jestem zdziwiony ale w wykazie tym brak jest bielizny osobistej i jej zakup gdyby był wykazany w rachunku nie będzie refundowany.
Mogę zakupić: w okresie zimowym a właśnie jest marzec czyli w nomenklaturze wojska trwa okres zimowy płaszcz zimowy.Ten zakup później okaże się bardzo nietrafny a jest znaczącą częścią rachunku w zakupach.
Przecież nie wiem gdzie zostanę wysłany a chcę wykorzystać z pożytkiem dla mnie cały przyznany limit finansowy.
Dalej zakupuję garnitur,kilka cywilnych koszul,jakieś dwie pary spodni,dwie pary obuwia.
Kiedy wreszcie dowiem się gdzie mam wylądować na pewno te zakupu ukształtował bym inaczej.Rozsądniej i w innym asortymencie.
Zostaje jeszcze do wykonania decyzja o przeniesieniu żony i syna na czas mojej "dyspozycji"do Słupska gdzie otrzymuje mieszkanie zastępcze.
Jadę wreszcie do Warszawy aby zameldować się do dyspozycji w departamencie kadr.
Na biurze przepustek jest zlecenie na wydanie dla mnie przepustki.
Otrzymuję ją i dyżurny żołnierz służby zasadniczej prowadzi mnie do Wydziału Wojskowych Spraw Zagranicznych.
Tam w bardzo ogólnych słowach zostaję poinformowany,że zostałem zakwalifikowany do grupy żołnierzy którym w przyszłości zamierza się powierzyć zagraniczne misje.
To jednak nic pewnego.Wszystko będzie zależeć ode mnie.Wiadomość tą mam zachować w tajemnicy.Na pytanie gdzie i w jakiej misji nie otrzymuję żadnej odpowiedzi tylko lakoniczne - nic pewnego jeszcze będzie rozpatrywane i kwalifikowane.
Jeszcze tylko gdzie pozostała rodzina i co na to .
Polecono mi powiadomić żonę,że od tego czasu należne mi uposażenie otrzymywać będzie zawsze w terminie każdego pierwszego miesiąca.
Listy mogę pisać lecz będą przesyłane przez wydział.
Tyle i aż tyle na temat wyjazdu.
Ostatecznie zostaję poinformowany,że na okres 5 miesięcy zostaję skierowany do Centralnego Wojskowego Ośrodka Szkolenia Języków Obcych w Łodzi.
Tego dnia na takich rozmowach było jeszcze dwu oficerów o których wiedziałem spotykając ich w poczekalni.
Po zakończonych rozmowach razem służbowym samochodem zawiezieni jesteśmy do Łodzi aby wieczorem meldować się w ośrodku.
Tam już czekają na nas miejsca w internacie.Pokoje skromnie urządzone lecz po dwu w jednym.Łóżka hotelowe,przy każdym szafka,po jednym krzesełku,jedna szafka na odzież i po dwa szkolne stoły.W przedpokoju po jednej stronie łazienka a po drugiej umywalka.
Znając z tamtego okresu wojskowe hotele garnizonowe to ten był wysokiego standardu.
Rzucał się jeszcze w oczy magnetofon ZK 135 oraz stos szpul.
Na drugi dzień rano melduję się do komendanta ośrodka.Zostaję przydzielony do grupy nauki języka niemieckiego.
W grupie jest nas sześcioro oficerów.Wszyscy startujemy ze znajomością od "zera",ja jeden na teście kwalifikacyjnym otrzymuj notę "niedostateczny plus".
Wyjaśnione zostają zasady szkolenia.
Zajęcia rozpoczynają codziennie w gabinecie do nauki języka od godziny 8,00 i trwają do godziny 14,25 z przerwą 30 minutową od 11,00 do 11,30.
Przerwa w zajęciach trwa od 14,25 do 17,00 i o tej godzinie starszy grupy prowadzi nas z powrotem do gabinetu.
Słuchaczom nie wolno przebywać poza miejscami przeznaczonymi do prowadzenia zajęć a na posiłki tylko i wyłącznie w wyznaczonych godzinach.Rozmowy dozwolone są tylko w języku niemieckim w tym rozmowy z przełożonymi.W czytelni którą mieliśmy do dyspozycji znajdowało się szereg wydawnictw w tym języku. .
Wyjaśniono jednocześnie,że w sali hotelowej znajdujący się tam magnetofon służy wyłącznie do nauki języka a taśmy w pudełkach ponumerowane od 1 do 20 zawierają dwadzieścia części na jakie został kurs podzielony.
Każda część będzie przerabiana w ciągu tygodnia i powtarzana ma być samodzielnie właśnie z wykorzystaniem magnetofonu codziennie w pokoju.
Na zakończenie kursu zdawać będziemy egzamin i tylko ci co go zdają mają szanse wyjazdu.
To określenie 'SZANSA WYJAZDU" to moim zdaniem był szantaż którym nas często karmiono.
Przez cały czas kursu tylko ze dwa razy spotkałem komendanta natomiast każdego dnia dotrzymywał nam towarzystwa oficer który zawsze wpadał w najmniej spodziewanym momencie i przedstawiał się jako "sąsiad"z kursu języka angielskiego.
Kiedyś kiedy"wpadł"do naszego pokoju jak obchodziłem urodziny i był najmniej potrzebnym gościem na drugi dzień zgłosiłem komendantowi o tej wizycie a przecież obowiązywał zakaz przebywania kursanta poza miejscem swojego kursu.
Nic to nie dało zmienił się tylko inny nas odwiedzający.
W piątym miesiącu kursu otrzymuję polecenie udania się do Warszawy i będę kwaterował teraz w hotelu na Mazowieckiej a przez miesiąc codziennie mam udawać się do koszar WAT-u i na Poligonową do Warszawskich Zakładów Radiowych.
Właśnie w czasie tych wizyt dane mi było poznać mowy model produkowanej radiolokacyjnej stacji.
Stację poznawałem,spotykałem się z jej twórcami ale to jeszcze nic nie wyjaśniało mi celu mojej "dyspozycji".
Zbliża się termin w którym grupa którą opuściłem składać miała egzaminy jadę do Łodzi .
Zdałem!
Naprawdę zdałem !
Nawet z wyróżnieniem i nagrodą którą stanowiła - czarna teczka na dokumenty.
W tym czasie właśnie wchodziły specjalne teczki aktówki i podróżne które oficerowie musieli kupować.
Taką teczkę dostałem i taką teczkę mam do dzisiaj.
Historyczna teczka!
Przejechała ze mną kawał świta i wytrzymała czas tropiku przez 30 miesięcy!
Po egzaminach wracam do Warszawy otrzymuje rozkaz wykonania zdjęć paszportowych,wypełnienia ankiety i zawiezienia tego do Ministerstwa Przemysłu Maszynowego na spotkanie z Dyrektorem Departamentu Uzbrojenia Wojskowego gen.Z.D.
W czasie tego spotkania po raz pierwszy słyszę - w najbliższych dniach - okazało się, za 10 dni, wyjadę z misją do INDONEZJI jako inżynier gwarancyjny dostarczanego tam dla potrzeb indonezyjskiej armii sprzętu.
Oddaję wniosek paszportowy.
Mam czekać na paszport,bilet lotniczy i być może spotkanie z Radcą Handlowym Republiki Indonezji.
Paszport otrzymuję bardzo szybko i pierwszy raz wżyciu widzę taki dokument.Oglądam go setki razy.
Nie mogę dać wiary - POJADĘ Z MISJĄ ZAGRANICZNĄ.
Pojadę i to gdzie?
Jak TAM dojadę i jak TAM dam sobie radę.

Jeszcze nie załatwiam czasu wyjazdu - czekam na zapowiedziane spotkanie a w między czasie z Ministerstwa Przemysłu otrzymuje informację,że będę reprezentował interesy firmy CEKOP.
W tym czasie czołowej centrali eksportu przemysłowego.
W czasie tego spotkania zapadają decyzje mam organizować SWÓJ wyjazd.

Mieszkam na Mazowieckiej niedaleko Alej przy których znajduje się biuro podróży ORBIS tam mam ustalić trasy lotu a otrzymane informacje przekazać dla firmy CEKOP aby upoważniony pracownik tej formy w Dżakarcie odebrał mnie z lotniska - abym TAM nie zginął jak na pożegnalnym spotkaniu powiedział do mnie wysyłający mnie gen.Z.D.
W biurze podróży załatwiłem wszystko ale przez cztery dni czekania do odlotu z lotniska Okęcie 24 godziny na dobę każdą minutkę czekającej mnie podróży przeżywałem.
Pierwszy raz za granicę!
Pierwszy raz sam!
Pierwszy raz i to tak daleko!



W następnym NO TO DO WYZNACZONEGO CELU
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry Wszystkie czasy w strefie GMT
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group