Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR"
Przejdź na stronę główną WWW.RADAR.JGORA.PL
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  AlbumAlbum   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

NO TO DO WYZNACZONEGO CELU

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tadeusz kadow



Dołączył: 06 Kwi 2008
Posty: 105
Skąd: wrocław

PostWysłany: 23 Mar 2010 18:15 pm    Temat postu: NO TO DO WYZNACZONEGO CELU Odpowiedz z cytatem

Mam już załatwione wszystkie formalności związane z wyjazdem.
Zdałem legitymację służbową i otrzymałem służbowy paszport.
Tera może wydawać się to wszystkim bardzo dziwne ale w ręku moim posiadam dokument o którym dotychczas wiedziałem tyle - że istnieje.
Pierwszy raz w życiu.Więc dokładnie go przeglądam a szczególnie wizę która tam jest wklejona.
Teraz to wszystko co dotychczas było jakby snem staje się rzeczywistością.
Dopiero w Wydziale Paszportowym Ministerstwa Handlu Zagranicznego - gdzie dokument mi wręczano dotarło do mojej świadomości to,że to co dotychczas trwało,te całe przygotowania,szkolenia,przejazdy to nie iluzja teraz to wszystko staje się rzeczywistością -JADĘ ZA GRANICĘ MOJEGO KRAJU!
Staje się rzeczywistością a jednocześnie nachodzą mnie wątpliwości - czy na ten wyjazd jestem dobrze przygotowany?
Jak tam będzie?
Kogo tam spotka i z kim będę pracował?
Nie tylko te pytanie przez te cztery dni które dzielą mnie od wylotu mnie nękają.
W tamtych dniach zdaję sobie sprawę,że na temat kraju do które za chwile się udaję wiem bardzo mało!
Znam pojęcie państwa Indonezja,gdzie leży,co jest stolicą - same ogólniki.
Oj,doznam w pierwszych dniach kiedy znajdę się na płycie lotniska w Dżakarcie rozczarowania.Doznam - WIELKIEGO!
Próbuję uzupełnić na ten temat swoją wiedzę.
Czasu wolnego mam bardzo dużo.W Alejach Ujazdowskich w MKPiK jestem całymi dniami.Szukam wszystkiego co dostępne na temat Indonezji.
Właśnie tam znalazłem miesięcznik KONTYNENTY a w nim wielki kilku stronicowy artykuł.Pamiętam to bardzo dobrze,miesięcznik ten stanie się później moim najpoczytniejszym wydawnictwem.Nawet w Indonezji.
Autorem tego artykułu była Pani Dzikowska.
Był to mój pierwszy poza szkolno podręcznikowym wymuszony zaistniałą sytuacją magazyn wiedzy o Indonezji.Znalazły się tam wiadomości o których nie miałem zielonego pojęcia
Dzisiaj, przyznaję to z przykrością miesięcznik jako mój przewodnik jednego dnia zginął z półek MPiK-u i stał się "moją" własnością.
W czasie wizyty jaką składałem w Wydziale Paszportowym odbierając paszport nie mogłem zrozumieć kiedy zapytano mnie "na czas podróży jakie chcę otrzymać pieniądze dolary,funty a może czeki podróżne?".
Teraz to takie jest proste wyjechać zagranicę w tamtych latach wyjazd dla mnie krył wiele tajemnic.
Samemu musiałem je odkrywać. Choć przygotowywało mnie do wyjazdu sumiennie wielu specjalistów to jak teraz to ujmuję " z prozą codziennego życia w obcym kraju nie zapoznano mnie wcale.Do wszystkiego musiałem dochodzić samemu.
Myślę jednak,że sami mnie przygotowujący na ten temat nie mieli chyba wiele do powiedzenia.
Nie mieli albo nie chcieli!
Nadszedł wreszcie ten dzień - 11 maja dzień mojego wyjazdu.
Rano już jestem spakowany.
Dosłownie włóczę się po mieście a czas wlecze się jak nigdy.
Odlot mam o godzinie 22.
Też pierwszy raz w życiu pasażerskim samolotem.
Na lotnisku jestem znacznie przed czasem.
Synowi wysyłam kartkę pocztową.Mamy zobaczyć się dopiero za trzy lata.
Zgłaszam się na odprawę paszportową.Wszystko w porządku teraz na odprawę bagażową.Tutaj jednak jakieś dziwne miny mają celnicy i straż graniczna.Kiedy przedstawiam do odprawy mój bardzo skromny bagaż składający się z małej podróżnej walizeczki w której znajdują parę sandałów,dwie part spodni tropikowe i bawełniane,dwie koszulę i jeszcze jakieś skarpetki i toaletowe drobiazgi.Są widzę bardzo zaskoczeni tym skromnym ekwipunkiem i kiedy na ich pytanie na jak długo udaję się w podróż uzyskują odpowiedź "na trzy lata" nie dowierzają.
Deklaracji celnej też nic nie mogą zrozumieć.Do oclenia nie deklaruję niczego a jako środki finansowe 300 czeków podróżnych".
Sam nie mogę zrozumieć o co IM chodzi.
Nawet kilka razy powtarzane przez celnika "co jeszcze i co jeszcze deklaruje Pan do oclenia"nie wyjaśnia sprawy.
Przecież nie moja wina,że w tak daleką podróż służbową i na tak długo Ministerstwo Handlu Zagranicznego wysyła "swego przedstawiciela"tak biednie wyposażonego.
Chyba sami to wszystko sobie wyjaśnili bo dostałem wreszcie "kartę pokładową" etykietkę na bagaż i prawo wejścia na pokład samolotu.
Pod wodzą stewardes wraz z innymi pasażerami maszeruję na płytę lotniska i wsiadamy do samolotu.
Stara poczciwa Litka jak w wojsku nazywaliśmy samoloty transportowe Li 2.Tylko przerobiona na pasażera.
Zajmuję wyznaczone miejsca.Wszystkie zajęte.Dwa rzędy a w każdym po cztery miejsca.
Kołowanie i w powietrze.
Żegnaj Warszawo!
W powietrzu zostajemy poinformowani za koło 1,5 godziny będziemy w Pradze.
Sporo zamieszania z mojej strony wywołała stewardesa która zaczęła serwować pasażerom kolację.Kiedy podeszła do mojego fotela powiedziałem - dziękuję a Ona chyba zrozumiała że za ten zestaw i po chwili przynosi coś innego i na moje powtórne dziękuję wyjaśnia "to się należy każdemu pasażerowi".Myślałem że spłonę ze wstydu i gdybym miał bliżej do drzwi to nie zważając na te 4000 m na jakich wykonywany był lot bez spadochronu wyskoczył bym natychmiast.
Taki wstyd.Dobrze,że szum silników jaki był w tego typu samolotach skutecznie tłumił rozmowy pasażer - stewardesa.
Takich właśnie życiowych,prozaicznych spraw na tym całym przygotowaniu mnie nie nauczono.
Dostałem jednak nauczkę na wszystkie następne dni podróży służbowej.Dobrze,że to było w ojczystym kraju i od przemiłej stewardesy LOT-u.Miałem się jednak już na baczności i zawsze kiedy tylko zachodziła inna okoliczność pilnie obserwowałem jak inni się zachowują a kiedy miałem sam występować przemyśliwałem każdą sytuację.
Miałem jeszcze parę takich lub podobnych "wpadek" ale ale nie za wiele i myślę wstydu nie uczyniłem ani sobie ani tym co mnie wysłali!
Wiedziałem już - w Pradze będę czekał na lotnicze połączenie Praga - Dżakarta.Odlot 8,00 rano do odprawy mam zgłosić się na dwie godziny przed odlotem.Dalszą podróż odbywam tzw tranzytem więc bagaż mogę zostawić na lotnisku a przewoźnik czyli CSA Czechosłowackie Linie Lotnicze fundują mi nocleg w INTER CONTINENTALU.
Niewiele z tej nocy pamiętam i nie można mnie posądzać o niecne sprawki.LOT-em przybyliśmy na lotnisko około 24 a tam już autobus czekał i Ci którzy mieli nocować w hotelu szybko musieli przesiadać się do niego.
W hotelu szybko do łóżka i jeszcze aby o 5,00 mnie obudzono.Nocuję razem z współpasażerem z samolotu który rano tym samym samolotem co ja leci do Bombaju - mało tego jest też z CEKOPU.
W ten sposób jesteśmy nie tylko pasażerami jednego lotu lecz i pracownikami jednej firmy ON mnie nie zna i ja Jego też.O nic się nie pytamy i idziemy spać.
Rano na lotnisko.Odprawa bardzo sprawna.W komorze tranzytowej otrzymujemy pierwszy posiłek.
Na płycie lotniska stoi gotowy do odlotu TU 104.
Ciągle w tych wspomnieniach piszę - PIERWSZY RAZ a i w przyszłości też tak będzie - Była to autentyczna prawda PIERWSZY RAZ
widzę pasażerski samolot odrzutowy i aby się samemu we wspomnieniach pognębić - ja który taki biegły byłem z wiedzy o lotnictwie
teraz WIDZĘ a za chwilę do NIEGO wsiądę pasażerski samolot odrzutowy.
Chyba muszę mieć bardzo głupią minę.
Dobrze,że nikt tego nie utrwalił dla potomności.
Ale zawsze musi być ten PIERWSZY RAZ.
Na pokład samolotu wchodzi wraz z załogą 96 pasażerów.
Jeszcze nie znam innych typów samolotów ale w stosunku do wczorajszego Li 2 jest tutaj więcej przestrzeni a po uruchomieni silników znacznie ciszej.
Lot odbywa się na wysokości 9500 - 10000 m.PIERWSZY RAZ jestem na takiej wysokości.Fascynujące widoki.
PIERWSZY RAZ widzę przestrzeń powietrzną po widnokrąg.
Państwa,miasta drogi.Przelatując na oceanami statki i szlaki wzburzonej przez nie wody.
Jako oficera wojsk radiotechnicznych ponosi fantazja "teraz NAS śledzą i prowadzą na ekranach".Dbają o nasze bezpieczeństwo radiotechnicy z innych krajów. Myślami przemierzam powietrzną przestrzeń.
Pierwsze miedzy lądowanie na lotnisku Dubaj.Dubaj to stolica Zjednoczonych Emiratów Arabskich.Przed zejściem z pokładu do komory wolnocłowej przekazana zostaje informacja o kategorycznym zakazie fotografowania lotniska i obiektów tam się znajdujących.
Mogę się pocieszyć mnie zakaz nie dotyczy bo nie posiadam aparatu fotograficznego.
Schodzimy z pokładu wszyscy wchodzimy do podstawionego autobusu i jedziemy do komory wolnocłowej.Przewoźnik tzn CSA gwarantuje na po jednej szklance napoju chłodzącego.Wszystkie inne zakupy każdy pasażer reguluje sam.
Po wykołowaniu na płytę z samolotu daje się zauważyć szereg sylwetek samolotów wojskowych a głównie ze znakami amerykańskimi.
Widzę F 1o4 oraz transportowe C 134."OBCE" znane sylwetki które każdy radiotechnik musiał znać na pamięć.
Co za zderzenie teorii z rzeczywistością.Za parę dni będzie jeszcze "lepiej"!
Po zejściu z pokładu TU 104 pierwsze co odczuwam to przeraźliwie gorące i suche powietrze.
Od płyty lotniska bije wręcz żar ciepła.Podobnie jest w autobusie do którego wsiadam.Przed budynkiem w którym się mieści strefa wolnocłowa wiszący termometr pokazuje temperaturę plus 42 stopnie C!
Taką temperaturę odczuwam PIERWSZY RAZ w życiu.
Plus 42 stopnie.Nigdy tego jeszcze nie przeżywałem.
W powietrzu plus 42 stopnie a ja ubrany jak "elegant"w ciemny wełniany garnitur pod krawatem a pod koszulą jeszcze podkoszulek.
Co się ze mną wtedy działo to tylko ja jeden wiem a mogą to też wiedzieć CI którzy podobnie jak ja w kraje tropiku udawali się nie znając jakie warunki pogodowe tam panują.
Po godzinie czasu jestem jak bym wpadł pod rynnę z ciepłą wodą.Cały mokry a pot leje się strumieniami.W sali dla ochłody aplikuję sobie zimny napój nie wiedząc,że zimne napoje potęgują wydzielanie przez organizm potu.Teraz dopiero dociera do mnie,że inni pasażerowie popijają ciepłą i jak czuje bardzo aromatyczną herbatę.
Tego dopiero się uczę bo w czasie szkolenia w kraju nie było nic na zajęciach o uwarunkowaniach w tropiku.
Obsługa samolotu trwa dwie godziny a mnie wydaje się to wiecznością.
Wreszcie koniec i do autobusu.
W samolocie luksus klimatyzacji.Na pewno wiele do luksusu ale w porównaniu do tego co jest poza nim to luksus.
A moje całe ubranie przesiąknięte potem.
Następuje częściowa wymiana pasażerów na miejsce tych co wysiedli przysiedli następni.
Inni.
Inni w sposobie bycia a przede wszystkim w sposobie ubrania.
Siedzący ze mną współpasażer informuje -to muzułmanie - pielgrzymi z Mekki!
Pełni wesołości i głośni w rozmowach.
PIERWSZY RAZ widzę.
Kołujemy i start!
W powietrzu powitanie przez załogę i zaproszenie do posiłku oraz informacja - następne międzylądowanie w Bombaju.
Same obco brzmiące nazwy miast i do tego leżące w nieznanych częściach świata.
W Bombaju żegnam się z współpasażerem z Polski.Dalszą drogę odbywał będę samotnie z całkowicie obcymi mi osobami.
Bombaj wita nas strugami deszczu.Takiej ulewy w Polsce nie widziałem.Tropikalne deszcze poznam jednak w Indonezji teraz widzę je PIERWSZY RAZ.
Postój na lotnisku z powodu ulewy przedłuża się.W strefie wolnocłowej jako pasażerowie mamy więcej swobody.Budynek nie jest zamknięty jak w Dubaju ale bałagan i brud widać w każdym kącie.Tam był naprawdę porządek a tutaj dla nie wszystkich czekających starczało miejsc siedzących.Niektórzy nawet spali na podłodze.
W Indonezji dowiem się,że spanie na podłodze to takie nic takiego!
Podróżą jestem już zmęczony.Mija właśnie 14 godzina jej trwania.Do końca jeszcze 6 godzin.Po starcie lecimy cały czas nad oceanem indyjskim.Teraz można by powiedzieć patrząc z góry lecącego samolotu "tyle wody pod mną".Tyle wody a ja to widzę PIERWSZY RAZ.
Patrzę cały czas pod siebie - gdzie okiem sięgnę woda i woda.
W pewnej fazie lotu zaczyna naszym samolotem delikatnie przechylać raz na prawe a raz na lewe skrzydło.Przyznaję nie jest to miłe uczucie i nie wpadając w panikę po takich kilku prawo - lewo zaczynam się delikatnie mówiąc co nie co denerwować i może bym wreszcie wpadł w panikę ale teraz z kabiny pierwszej klasy wychodzi NEPTUN król morza a te skłony prawo - lewo to znak,że nasz samolot przelatuje nad równikiem.
Celebrowana jest ceremonia składania hołdu NEPTUNOWI i odbycia chrztu.
Wszyscy pasażerowie którzy w swoim życiu nie przekraczali równika muszą się poddać tej ceremonii.Należę właśnie do nich i po pokłonie na kolanach przed królewskim majestatem mam wypić czarkę jakiegoś obrzydlistwa którego smak przypominało mi połączenie wywaru z piołunu jaki na kaszel aplikowano mi w rodzinnym domu z silną solanką.
Cóż jednak miałem robić z obrzydzeniem wypijam a na osłodę wszyscy otrzymują lampkę szampana.Można również zrobić sobie zdjęcie z królewskim orszakiem.NIE MAM JEDNAK APARATU FOTOGRAFICZNEGO.
Na pamiątkę otrzymuję dyplom przekroczenia równika i otrzymania chrztu morskiego.
13 maja po prawie 32 godzinnej podróży ląduję wycieńczony do ostatnich granic na lotnisku HALIM w DŻAKARCIE!

W następnym POWITANIE I KWARANTANNA
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry Wszystkie czasy w strefie GMT
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group