Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR"
Przejdź na stronę główną WWW.RADAR.JGORA.PL
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  AlbumAlbum   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

NA KWARANTANNIE

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tadeusz kadow



Dołączył: 06 Kwi 2008
Posty: 105
Skąd: wrocław

PostWysłany: 22 Maj 2010 22:37 pm    Temat postu: NA KWARANTANNIE Odpowiedz z cytatem

Wieczorem docieramy do celu.
Wszystkie formalności związane z moim zakwaterowaniem w komendzie załatwia mój przewodnik z Dżakarty.
Mnie pozostaje tylko czekać na przydział stosownej kwatery.
Więc czekam.
Myślę jednak,że w każdym kraju procedury biurokratyczne podobne są do tych które znane mi są z mojego kraju.Więc załatwienie wszystkiego przeciąga się nieskończeni długo.Dla mnie trwa to "całą wieczność".
Naprawdę nie pamiętam ile konkretnie ale była już głęboka noc jak na Indonezyjskie warunki kiedy wreszcie zostaję poinformowany a właściwie zaprowadzony na kwaterę.
Jeszcze tylko przewodnik mój na pożegnanie przyszedł uścisnąć mi dłoń zasalutował i w milczeniu pożegnaliśmy się.
Pozostaję sam,sam jak ten palec w całkowicie nieznanym mi miejscu.
Kwatera moja to samodzielny pokój tak jakieś 3X4 m w jednym jego roku stoi łóżko,takie jak by powiedzieć normalne, szpitalne to z powodu jego koloru to skojarzenie przychodzi mi na myśl a na nim materac przykryty białym prześcieradłem oraz zagłówek i ten wałek który spotkałem już w hotelu w Dżakarcie tym jednak razem grubości około 25 - 30 cm a długi około metra.
W czterech rogach łóżka nad nie wystają cztery bambusowe kołki na których rozwinięta jest moskitera.
Przy łóżku metalowa też biała szafeczka a po przeciwległej stronie mały stolik na którym stoi lampka.Puste białe ściany i tylko okno pomalowane na stalowo.
Posadzka z ceramicznych płytek a pod sufitem oprócz lampy duży ale tylko ze względu na rozmiar skrzydeł dwu ramienny wentylator.
Potem ocenię,że jedyną jego,tego wentylatora zaletą było to,że cicho chodził.
A tak ciągle mielił to samo ciepłe powietrze nie dając nawet złudzenia klimatyzacji.
Drzwi podobnie jak okno też koloru stalowego.
Pierwsze co zapadło mi w oczy to to,że zarówno okno jak i drzwi wykonane były w formie stałej żaluzji a przy tych ostatnich brak było i klamki i zamka.
Tak humorystycznie naszła mnie myśl, - z powodu braku klamek w drzwiach i białego koloru mebli to trafiłem do domu wariatów.
Tak tylko pomyślałem - wiedziałem przecież dokładnie gdzie jestem.
Zdziwił mnie brak jakieś szafy na ubrania chociaż tych rzeczy które w niej powinienem mieć akurat nadmiaru nie miałem a może ONI o tym wiedzieli i przed moim przyjazdem szafę wynieśli!
Żartuję sam z sobą.
Obchodzę całą kwaterę i zaglądam za następne drzwi tam jest toaleto-umywalnia.
Posadzka również z płytek ceramicznych,standardowa umywalka,sedes a w rogu cementowy zbiornik na wodę.
Nad zbiornikiem kran do jego napełniania teraz jednak zbiornik jest pełen.
Widzę jeszcze stojący czerpak do wody tak jakiś 2-3 litrowy.
Nad umywalką jest jeszcze lustro.
Jest tylko jeden kran do zimnej wody.
W ogóle nie ma wody ciepłej i myślałem,że to tylko na mojej kwaterze,lecz jutro się dowiem tak jest na wszystkich.
Nigdzie już nie spotkałem, poza typowymi hotelami ciepłej wody do celów sanitarnych.
I jeszcze jedno co mnie zaskoczyło ale dowiem się o tym znacznie później dla celów sanitarnych nie ma również papieru toaletowego.
Ten właśnie metalowy pojemnik nad zbiornikiem z wodą należy wykorzystywać jako "podręczne"urządzenie stając jak gdyby pod prysznicem i do podmywania się w celach toaletowych.
Pomieszczenie to jest bez okien i panuje tutaj przyjemny chłód.
Kiedy tak rozmyślam wizytę składa mi komendant Messy.
Wykorzystując posiadany słownik polsko - angieski oraz własne ręce i dobre chęci nas obu - przyznaję poszło to nam dość sprawnie zostaję poinformowany na co mogę tutaj liczyć i co obowiązkowo mi się należy.
Zrozumiałem piąte przez dziesiąte.
Następnego dnia spotkam zastępcę komendanta który okazał się osoba znacznie lepiej znającą język niemiecki niż komendant i TEN wyprowadził mnie na szerokie wody jak powiedzieli by w tamtym okresie polscy marynarze.
W Messie mam zapewnione trzy posiłki dziennie: o godzinie 8,3o śniadanie , o 13 obiad i 18 kolację.
Od jutra w moim pokoju zawsze będzie dostarczana w dzbanku herbata oraz woda do picia.
Z zakazów - mam się kategorycznie wystrzegać picia wody z kranu.Unikać nawiązywania przypadkowych kontaktów.Do posiłków siadać wyłącznie przy wyznaczonym stoliku.
Wychodzić poza Messe wyłącznie w towarzystwie umundurowanego żołnierza i fakt ten muszę zgłosić w komendzie.
Do pokoju dostaję też odbiornik radiowy.Próżno jednak szukam na nim Programu PR odbiornik posiada tylko zakres UKF.
Zabudowa Messy do kształt litery U wzdłuż dłuższych jej boków znajdują się pokoje a przed nimi wiedzie ganek.
Okna każdego pokoju wychodzą na wewnętrzną stronę litery U a każda kwatera oddzielona jest przegrodą jako żaluzja w tym takim ganeczku przed wejściem do pokoju stoi stolik i dwa foteliki.
Ganeczek można zasłonić roletą z maty bambusowej.
Przestrzeń miedzy dłuższymi bokami utwardzona jest kamiennym tłuczniem i stoi tam w gazonach szereg palm.
Do dyspozycji kwaterujących stoją cztery samochody dwa Gaz i jeden OPEL kadet oraz Willis.
Chęć wykorzystania samochodu należy uprzednio zgłosić w komendzie.
Nie wiedziałem jak to działa bo nie miałem jeszcze stosownych dokumentów.
Na krótszym boku tej litery znajdowała się stołówka oraz pomieszczenia komendy.
Spina tą literę ozdobna metalowa balustrada.
Przyznaję jedzenie jakie tam serwowano było wysoko dietetyczne.
Na śniadanie a był to standard - jarzynowa zupa,dwie kromki chyba pszennego chleba wyglądem jak nasz tostowy,porcja masła roślinnego i świeże owoce.No i herbata.
Na obiad było podobnie - jarzynowa zupa.porcja ryżu na gorąco tzw nasi goreng /na gorąco/ do tego jakaś przyprawa lecz najczęściej porcja wołowiny w sosie o nieznanym smaku / w naszych koszarach zwanych zelówką/,jakieś świeże owoce i zimny napój typu oranżada.
Na kolację - porcja ryżu na zimno tzw nasi puti przyprawiony sosami lub przyprawami lecz już bez mięsa do tego herbata.
Bardzo często już wykonując obowiązki poza Messą ten NASI czyli ryż spożywałem trzy razy dziennie.Jednak przyznaję jedząc tak często ryż przyzwyczaiłem się tak,że i obecnie bardzo chętnie go spożywam.
Przez pierwsze dni nie mając nic szczególnego do czynienia intensywnie doskonaliłem umiejętność posługiwania się językiem obcym.
W Messie stwierdziłem,że bardziej popularny niż angielski jest w śród Indonezyjczyków język niemiecki a sam język Indonezyjski wcale nie jest taki trudny.
Ten okres aklimatyzacji dobrze mi się przysłużył.
Poznałem podstawowe zwyczaje i zasady życia.
Zgłębiłem swoje językowe umiejętności.Przyznaję wiernym moim nauczycielem był właśnie zastępca komendanta Messy a jak dodam,że kiedy zauważył w moim pokoju Camele,chociaż sam nie paliłem lecz w strefie wolnocłowej w Bombaju za radą współtowarzysza podróży z Cekopu kupiłem trzy kartony, zastępca w moim pokoju gościł prawie całymi dniami.
Za ten trud wynagrodziłem Go jednym kartonem.
Znacznie później dowiem się,że takie wynagrodzenie dla mojego nauczyciela na wolnym rynku to gratyfikacja co najmniej Jego trzy miesięcznej pensji.
Nie żałowałem,wiedza jaką mi przekazał warta była znacznie więcej i owocowała przez cały czas pobytu.
Chyba w piątym dniu pobytu przybył delegat AURI przywożąc dokumenty oraz decyzję o moim dalszym celu działania.
Wiadomość ta była okazją abyśmy wspólnie, delegat i zastępca wyszli poza Messę i na moje zaproszenie wspólnie spożyli w jakieś restauracji posiłek.
Było to moje pierwsze wyjście poza - można tak powiedzieć "ogrodzony"teren.
Wieczorem szalenie rozbolała mnie głowa.
Wyjaśniam nie było to z przyczyny alkoholu którego w ogóle nie spożywaliśmy.
Czułem się jak w czasie choroby grypy którą przeżywałem w kraju.Po kolacji kiedy przyszedł zastępca byłem już niezdolny do rozmowy z Nim i jedynie co zapamiętałem to to,że obudziłem się dosłownie w całkowicie białym pokoju.
Była to sala szpitalna.Przez trzy dni miałem temperaturę ponad 39 stopni.Podejrzewany byłem o malarię lecz ostatecznie "zdiagnozowano"
silne zatrucie pokarmowe.
Jako przyczynę - bez mojego udziału ustalono - silne zatrucie pokarmowe przez spożycie w gronie właśnie przedstawiciela AURI i zastępcy posiłku na który Ich zaprosiłem do restauracji w mieście z okazji mojego pożegnania z Mess.
Nigdy już więcej w Indonezji pożegnań nie organizowałem a tamto było powodem,że okres kwarantanny przedłużono mi na rekonwalescencje
o dalsze siedem dni.

W następnym NA STANOWISKU


Ostatnio zmieniony przez tadeusz kadow dnia 26 Maj 2010 16:51 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry Wszystkie czasy w strefie GMT
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group