Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR"
Przejdź na stronę główną WWW.RADAR.JGORA.PL
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  AlbumAlbum   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

ŻYCIE OD WNETRZA KOMPANII

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tadeusz kadow



Dołączył: 06 Kwi 2008
Posty: 104
Skąd: wrocław

PostWysłany: 04 Wrz 2009 11:40 am    Temat postu: ŻYCIE OD WNETRZA KOMPANII Odpowiedz z cytatem

21 lat ze swojej zawodowej służby wojskowej dane mi było przeżyć w kompaniach radiotechnicznych.
Tym wszystkim którzy w nich spędzili chociaż tylko jeden miesiąc nie trzeba tak szczegółowo opisywać ich życia ale tym którzy nie spędzili tam służąc - przysłowiowej godziny te wspomnienia muszą zawierać codzienności kompanijnego życia aby uzmysłowić,że dalekie ONO było od "RAJU" i codziennie obfitowało w wiele niespodzianek nie ujętych w prostych zasadach jakie zawarte były w wojskowych regulaminach czy nawet w rozkazach wydawanych przez naszych przełożonych.
Naszych, to znaczy dowodzących Wojskami Obrony Powietrznej.
Co to więc była KOMPANIA RADIOTECHNICZNA?
Sama nazwa tutaj niczego nie wyjaśnia jako,że przy batalionie radiotechnicznym istniała o tej samej nazwie KOMPANIA RADIOTECHNICZNA.
Jedna i druga RADIOTECHNICZNA,jedna i druga mająca mająca te same zadania do wykonania,jedna i druga mająca ten sam lub podobny sprzęt do wykonania zadania bojowego a jednak NIE TA SAMA KOMPANIA RADIOTECHNICZNA!
Jedna z nich rozwinięta na pozycji bojowej przy sztabie batalionu radiotechnicznego i przez nas nazywana MIEJSCOWĄ a ta druga rozwinięta na pozycji bojowej w DALEKIM OD SZTABU BATALIONU TERENIE i przez nas nazywana TERENOWĄ.
Ta nazwa którą jej nadaliśmy TERENOWA - wiernie znaczenie tego słowa oddawała.
Pierwsza zawsze stacjonowała w koszarach przy których dyslokowany był sztab batalionu i wolna od spełniania codziennych powinności ze strony dowódcy kompanii jakie należało zapewnić wszystkim - kadrze,rodziną kadry i nade wszystko żołnierzom służby zasadniczej a druga TERENOWA stacjonująca w ZIELONYM GARNIZONIE.
W tej drugiej, każdą najdrobniejszą sprawę - przysłowiową codzienną kromkę chleba dla wszystkich musiał załatwić DOWÓDCA KOMPANII!
A na to trzeba było - czasu,możliwości a przede wszystkim środków finansowych.
Czasem, kosztem naszych rodzin dysponowaliśmy zawsze ale z pozostałymi warunkami już było znacznie gorzej.
W jednych ze wcześniejszych wspomnień zadałem pytanie "co nas,kadrę tych ZIELONYCH GARNIZONÓW w nich trzymało i co zdecydowaną większość z niej do ofiarnej służby angażowało" tam też natychmiast jednoznacznie odpowiadałem OJCZYZNA NAS POTRZEBOWAŁA i w tej POTRZEBIE należało nie jeden raz z naszej strony wyrzekać się zaspakajania "naszych wyższych potrzeb".
Na potwierdzenie tego zaangażowania jako przykłady przedstawiam trzy ogólnokrajowe akcje;
- pierwsza, to ogłoszenie powszechnej akcji TYSIĄC SZKÓŁ NA TYSIĄC LECIE w mojej kompanii, wszyscy przez 6 lat deklarowali składkę 0,5 % swojego miesięcznego uposażenia,
- druga, ogłoszenie publicznej zbiórki na rewaloryzację zabytków Krakowa było identycznie przez jeden rok wszyscy a niektórzy i przez 5 lat deklarowali o,5% swojego miesięcznego uposażenia,
- trzecia,ogłoszenie publicznej akcji utworzenia Narodowego Funduszu Zdrowia,tą akcję wsparła znaczna część kadry i większość bezterminowo deklarowała 0,25% swojego miesięcznego uposażenia.

Doświadczyłem jednak i przykrych przeżyć o nie których wspomnę jeszcze w specjalnych odcinkach tutaj jako przykład przedstawię jeden z którym do dnia dzisiejszego nie mogę się pogodzić.
Pełniąc obowiązki dowódcy 332 kompanii radiotechnicznej /wspomnę o tym/ został do niej skierowany na stanowisko technik radiolokacyjnej stacji absolwent szkoły chorążych mł.chor.W.R.bardzo blisko rodzinnie powiązany z wysoko postawionym oficerem w ówczesnym Dowództwie Wojsk Lotniczych.
Chorąży ten, używając dzisiaj z mojej strony bardzo przyzwoitych określeń "dość swobodnie sobie poczynał" i przez dwa lata swojej służy w mojej ocenie zasłużył na dyscyplinarne zwolnienie z wojska.
Wniosek taki postawiłem w opinii okresowej którą należało chorążemu wystawić po tym okresie.
W rezultacie tej opinii chorążego rozkazano rozliczyć.
Dalej Jego losu nie śledziłem myśląc,że znalazł się w cywilu - jak wnioskowałem.
Kiedy jednak sam znalazłem się na szkoleniu w ramach WKDO /Wyższego Kursu Doskonalenia Oficerów/ o mało nie dostałem przysłowiowego zawału serca spotykając na kursie oficerskim chorążego W.R.
Napisałem stosowny meldunek do Departamentu Kadr MON i na odpowiedz czekam do dnia dzisiejszego.

Po przedstawieniu tego wstępu i tych przykładów wracam jednak do zasadniczych wspomnień.

Zasadnicze ŻYCIE OD WNĘTRZA KOMPANII przedstawię w dwu kolejnych odcinkach:

- GOSPODARKA MATERIAŁOWO - TECHNICZNA
- NA STANOWISKU DOWODZENIA KOMPANII RADIOTECHNICZNEJ


W następnym GOSPODARKA MATERIAŁOWO-TECHNICZNA.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry Wszystkie czasy w strefie GMT
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group