Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR"
Przejdź na stronę główną WWW.RADAR.JGORA.PL
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  AlbumAlbum   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

por.MARIAN KOZIK

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tadeusz kadow



Dołączył: 06 Kwi 2008
Posty: 104
Skąd: wrocław

PostWysłany: 25 Paź 2009 16:49 pm    Temat postu: por.MARIAN KOZIK Odpowiedz z cytatem

por.Marian KOZIK mój niedościgniony w wielu przypadkach wzór cnót dowódcy.
Oficer który tylko trzy lata dowodził kompanią radiotechniczną lecz przez te trzy lata swoim postępowaniem kształtował mnie jako przyszłego dowódcę.
Jeszcze dzisiaj mogę w każdej sekundzie odtworzyć wszystkie sytuacje jakie z moim dowódcą przeżywałem.
We wspomnieniach chcę przywołać indywidualnie postacie czterech żołnierzy zawodowych które wywarły na mnie największe wrażenie.
Pierwszeństwo oddaję właśnie por.Marianowi KOZIK.
Po sławetnym działaniu komisji mjr.Granata odwołany został poprzedni dowódca i bardzo szybko w kompanii pojawił się por.KOZIK.
Przedstawił Go kadrze kompanii por.Zbyszko Dorszewski, pełniący stanowisko Pomocnika Dowódcy Batalionu do spraw radiolokacji.
por.Kozik należał do grupy oficerów którzy byli pionierami tworzonych w latach 1954 techników stacji radiolokacyjnych.
Razem z grupą 20 podoficerów służby zasadniczej,posiadających tzw małą maturę a służących w Wojskach OPL OW w stopniu sierżanta otrzymał propozycję awansu do stopnie oficerskiego.Po wyrażeniu zgody został skierowany do Beniaminowie i tam właśnie na piętrze bloku w którym mieściła się izba chorych szkolił się jako przyszły technik systemów radiolokacyjnych.Sam opowiadał w czasie rozmów które bardzo często i bardzo długo prowadziliśmy - " nie wiele się nauczył".Dawałem tym wspomnieniom wiarę gdyż jak ja wspominałem w Beniaminowie do szkolenia wykorzystywana była jedynie starego typu stacja SCR.
Szkolenie to ukończyło tylko ośmiu podoficerów którym w dniu zakończenia kursu nadano pierwsze stopnie oficerskie.
W grupie tych absolwentów znalazł się właśnie obecny mój nowy dowódca kompanii a przedstawiał Go kolega z kursu.
por.Kozik po zakończeniu szkolenia skierowany zostaje do 7 sbrt w Choszcznie i dalej do 271 kompanii w Kołobrzeg na stanowisko technik RLS.
Stanowiska technika jednak nie objął,nie było tam jeszcze radiolokacyjnej stacji.Kompania dopiero się organizowała i przy jej organizacji por.Kozik zasłynął właśnie jako świetny organizator - oficer z inicjatywą,jak wówczas często o takich oficerach na odprawach przełożeni mawiali.
A młodsi słuchając tych pochwał usiłowali być ich godnymi następcami.

por.Kozik pochodził z Nowego Targu.Góral z krwi i kości jak o sobie mawiał.Z Nowego Targu posiadał również żonę Panią Krystynę.
Byli od szeregu lat bezdzietnym małżeństwem.
Nie posiadając własnych dzieci tym serdeczniej opiekowali się naszymi dziećmi.Mój syn Andrzej był ich ulubieńcem.Specjalnie dla naszych dzieci z inicjatywy Pani Krystyny wybudowany został plac zabaw dziecięcych.
Oboje małżonkowie mieli po około 40 lat.
Dla wszystkich pozostałych rodzin byli jak rodzice.
por.Kozika wyróżniał szczególny zamaszysty krok marszowy.Każdy z nas maszerując obok naszego dowódcy musiał prawie biec.Ten krok marszowy oraz energiczne wymachy ramion to charakterystyczna sylwetka mojego dowódcy.Widząc tak maszerującego z oddali nie można się było pomylić - kto to maszeruje.
W sposobie zwracania się do wszystkich żołnierzy do stopnia kaprala nigdy nie używał służbowego "obywatelu"lecz zawsze Panie poruczniku,sierżancie, kapralu itp a do szeregowych zawsze synu lub chłopcy lub chłopy.
Tak zwroty "no chłopcy bierzemy się do roboty lub chłopy ,koniec przerwy i do roboty" mobilizowały zawsze wszystkich do największego wysiłku.
W ustach por.Kozika nigdy nikt nie słyszał żadnych wulgaryzmów.
Obcując służbowo lub prywatnie a spotykaliśmy się "miliony"razy nigdy nie dał mi poznać,że jest moim przełożonym.
Posiadał wybitny dar zjednywania sobie dotychczas nieznanych osób a co najważniejsze zawsze w sposób subtelny przedkładam/jak był w potrzebie/swoje prośby.
Byłem nieformalnym Jego zastępcą i występując wspólnie czy to w urzędzie gminnym,czy to w POM-ie,czy to w PGR potrafił bardzo szybko zatrzeć niemiłą opinię jaką pozostawił poprzednik na stanowisku.
Kiedy w 1964 roku obejmować będę stanowisko dowódcy kompanii to przyznaję, dobre kontakty ze środowiskiem cywilnym utorował mi por.Kozik a ja tylko przyznaję ze wstydem z nich korzystałem.
Sam był bardzo sprawny fizycznie i wszystkim dawał nam porządnie w kość.Uwielbiał wszystkie dziedziny sportu a szczególnie piłkę nożną.Posiadał licencję sędziego piłkarskiego i prowadził zawody piłkarskie trzeciej ligi.
Marsze terenowe,marsze z przeszkodami,dzienne i nocne wykonywaliśmy każdego tygodnia.Grupę marszową wywoził Lublinkiem/taki ciężarowy samochód/ w teren i do koszar na własnych nogach kazał maszerować.
Na odprawach służbowych które organizował bardzo rzadko mawiał - no Panowie ale ja za Was "nagród" /to dotyczyło wpadek w pracy bojowej/ nie chcę zbierać.Każdy pracuje na własny rachunek!".I to było wszystko co miał do powiedzenia.
Kiedy zdarzała się właśnie konieczność wyjaśnienia w sztabie batalionu zawalonej sytuacji powietrznej z kalki,zawsze wysyłał mnie,dodając "i niech Pan porucznik pamięta nie zawsze się chadza w chwale.Kompanii jednak trzeba bronić".
Wprowadził zasadę - każdą sprawę w załodze najpierw ma rozpatrzyć bezpośredni przełożony - "ja,/to o sobie mawiał/ - mogę przyłożyć /to z regulaminu dyscyplinarnego/porucznikowi i sierżantowi a dopiero następnie szeregowcowi.Panowie są tutaj na ochotnika a Oni z obowiązku i wiadomo od kogo więcej wymagać.
Zdarzały się przypadki nałożenia przez dowódcę kompanii żołnierzowi służby zasadniczej kary aresztu ale takiego ukaranego żołnierza bezpośredni przełożony osobiście marszem odprowadzał do aresztu w Wejherowie /24 km/.Dla dobra żołnierskiej kondycji -dodawał jak by od niechcenia.
Po objęciu obowiązków zabrał się solidnie do roboty.Teraz już wszyscy wiedzieli co i kiedy każdy ma robić i za co odpowiada.
Sam nigdy nie uciekał od żadnej fizycznej roboty.Pamiętam jak pierwszy raz pojechaliśmy wycinać świerki - żołnierzy służby zasadniczej nie wezmę,mawiał ale z kadrą zrobimy to lepiej.Wycięliśmy parę drzew.Do tartaku zawiózł je,ciągnikiem pożyczonym od Pani Icek,kierowniczki PGR.
Po przetarciu drzewa stanął garaż do którego dopiero teraz zostały wprowadzone nasze środki ciągu: Gaz 51 Lublin i Gaz 57 Gazik.Do tego dnia bazowały one na świeżym powietrzu co w porze zimowej było nie jeden raz powodem komicznych sytuacji kiedy ktoś obcy z boku widział jak kompania żołnierzy pcha wojskowy pojazd który z powodu rozładowanych akumulatorów nie chciał zapalić.
Najlepszym miejscem do "rozbiegu"była oddalona od koszar 8oom górka w kierunku stacji kolejowej.Do tej jednak"górki"pojazd należało dopchać a i to nie było gwarancją jego uruchomienia.Zawsze baliśmy się,że na przejazd kolejowy dopchamy a reszta to wola "niebios".
Garaż był "inwestycją"pierwszej wagi nie tylko z powodu trudności w uruchamianiu pojazdów gospodarczych w urządzeniach specjalnych znajdowały się dziesiątki akumulatorów których nie było gdzie ładować a zimą przechowywać.
Ta niesprawność awaryjnych środków zasilania była powodem niedostatecznej oceny jaką kompania otrzymała od komisji w czasie kontroli gotowości bojowej.
W dwa miesiące i sposobem "gospodarczym"stanęły pomieszczenia
dla dwu pojazdów mechanicznych,wozu konnego oraz dla bazy ładowania akumulatorów.
Na wiosnę ruszyły intensywne prace niwelujące dotychczas zaniedbany teren koszar.
W połowie lipca,organizacja młodzieżowa podjęła czyn,że na 22 Lipca obiekty sportowe zostaną oddane do użytku.
W pracach tych wzięli udział naprawdę z zapałem wszyscy żołnierze.W niejeden dzień nawet zmiany po nocy lub tylko po częściowym odpoczynku stawały do prac.
Projektantem i nadzorcą tych prac był właśnie por.Kozik.A szczególną radość wszystkim sprawił jak na pierwsze zawody na NASZYCH OBIEKTACH zaprosił piłkarską drużynę LZS Chynowie.
Nawet lanie jakie sprawili naszej żołnierskiej drużynie nie przyćmiło radosnych dla nas chwil.
Od tamtej pory w koszarach oprócz ich estetycznego wyglądu wszyscy mieliśmy do dyspozycji boisko do kosza,piłki ręcznej,siatkówki oraz plac z przyrządami do ćwiczeń gimnastycznych.
Pierwsze techniczne wyposażenie obiektów było prezentem Powiatowego Komitetu Kultury Fizycznej w Wejherowie dzięki staraniom por. Kozik.
Od września rozpoczynamy porządkowanie terenu wokół bloków mieszkalnych kadry.Prace te wykonuje tylko kadra a żony mobilizuje Pani Krystyna.Na jesieni zamiast maszerować do koszar i z koszar w błocie drogę możemy przejść po utwardzonym terenie.
Teraz wszystkim się zdaje nawet tym pionierom kompanijnym,że można to było wykonać już dawno.
Można, lecz tego nie zauważaliśmy.Zauważył to i zmobilizował nas por.Kozik.
Ponieważ brakowało nam kadry to znajdowały się wolne kwatery.
W mojej służbie na krótko bo krótko ale był to jedyny czas,że "kwatery"jeżeli je tak można było nazwać czekały na kadrę.
Właśnie taką wolną kwaterę a właściwie w trzecim bloku ostatnie mieszkanie którego z powodu silnego zawilgocenia nikt nie chciał nająć z inicjatywy dowódcy kompanii w Dniu Wojska Polskiego i Sylwestra spotykaliśmy się razem.
Jedynym oficerem który posiadał radio z adapterem był ppor.Fabian Brzozowski.Mazury tak się nazywało.Szkopuł w tym,że Fabian posiadał tylko płyty z muzyką zespołu Mazowsze i dobrze się stało,że następne radio a adapterem a nade wszystko inny zestaw muzyki na płytach nabył dowódca kompanii.
Żartowaliśmy - ciągle bawiąc się przy muzyce Mazowsza mogliśmy stanowić poważne zagrożenie dla jego egzystencji.
Popędzanie nas przez dowódcę kompanii nie ustaje.
Na wiosnę bierzemy się za obiekt techniczny.
Rozpoczynamy "rycie w ziemi" jak nazywamy prace inżynieryjno saperskie które w efekcie mają przynieść ukrycie sprzętu radiolokacyjnego.
Dotychczas popierałem bez dyskusji wszelkie pomysły dowódcy ale teraz sam w nie zwątpiłem.
Mając przed sobą instrukcję saperską a jako środki do wykonania łopaty piechoty nie mogłem uwierzyć,że rękoma potrafimy przekopać takie metry sześcienne ziemi.
Wątpił w to nawet Szef Saperów sbrt.
Wszyscy wątpili tylko nie por.Kozik.
Codziennie rano na "górkę"jak nazywaliśmy obiekt techniczny szła albo cała albo znaczna część wolnej zmiany bojowej.
Rozkopaliśmy "górkę" solidnie ale końca prac nie było widać.
Strach mnie nachodził,za prace te byłem przecież odpowiedzialny i nie chciałem zawieść zaufania dowódcy,który mobilizując nas każdego ranka mawiał "patrzcie chłopcy jak koszary teraz ładnie wyglądają a "górka"ciągle rozkopana.
Były dni kiedy na usta cisnęły mi się słowa "nie trzeba nas było do tego czynu popychać"!
Pamiętałem jednak jak sam dowódca kompanii osobiście z łopatą się nie rozstawał na terenie koszar budując obiekty sportowe.
Los jednak nad nami - tymi z" górki" to między innymi i ja czuwał.
Kiedyś wzywa mnie dowódca i prosi o udzielenie pomocy dla Dyrekcji PGR w Chynowie przy zainstalowaniu agregatu awaryjnego zasilania w wychowalni cieląt.
Wiedziałem pomocy należy udzielić w Chynowie był przecież tartach w którym przecieraliśmy deski ale nieśmiało oponuję a "prace na górce"a prace na "górce"niech Pan porucznik się nie martwi ja w miarę czasu tam wpadnę i dopilnuję.
No myślę parę dni wolne od "rycia".
Jadę do Chynowa i pierwszy raz spotykam Dyrektora Kombinatu, Henryk Ossowski.
Po pierwszym dniu jesteśmy już po imieniu.Trochę ułatwiła nam pracująca dla potrzeb kombinatu gorzelnia ale kiedy oprowadzany po zabudowaniach oborowych widzę jak STALINIEC taki spych gąsienicowy za oborą pryzmuje obornik natychmiast wpadam na pomysł - agregat będzie zamontowany a spych trochę popracuje na rzecz wojska.
Była to moja pierwsza osobista inicjatywa by dla celów"gospodarczych"wykorzystać przyjazne wojsku cywilne instytucje.
Dobiliśmy targu i prosząc by wieczorową porą operator wraz ze spychaczem przybył do Lisewa.
Otrzymałem obietnicę,że przybędzie.
O swoim "sukcesie"usprawnienia prac inżynieryjnych bałem się jednak zameldować dowódcy.
W owym czasie obiekty techniczne to ściśle zamknięte rejony.
Prac jednak nie dało się ukryć tym bardziej,że operatora należało rano sprowadzić do koszar a wieczorem do Chynowa.
Kiedy czyny ujrzały światło nawet nie było reprymendy i nie był ciekaw jak sprawę załatwiłem.Po wykonaniu wpadł jednak na pomysł- "jak mamy spych to będziemy mieli i strzelnicę dla broni małokalibrowej i TT i pan Panie poruczniku to zadanie wykona!
Pobyt spychacza z paru dni przeistacza się w dni kilkanaście i wreszcie do koszar przybywa Dyrektor po swój spychacz i gdyby nie Jego przybycie to spychaczem zakopalibyśmy całą kompanię.
Teraz jednak zachodziliśmy oboje w głowę - co się stanie jak "uszatki"tak nazywaliśmy oficerów kontrwywiadu powiedzą na pracę osoby cywilnej bez ich zgody - "dopuszczenia".
To moje zmartwienie a nie Pana porucznika słyszę od dowódcy.
Muszę przyznać faktycznie w przyszłości gdy sprawa wypłynie,mnie nie spadł przysłowiowy włos z głowy.
Tymi jednak pracami nikt nie chciał się pochwalić aż do czasu przyjazdu Ministra Obrony Narodowej do kompanii.
Do tego czasu były one wykonane nielegalnie.
Jesienią por.Kozik otrzymał awans do stopnia kapitana.Na początku 1963 poszedł na stanowisko kwatermistrza ZCRRiD w Babich Dołach a służbę wojskową zakończył w stopniu podpułkownika jako kwatermistrz Wojskowego Sanatorium w Krynicy Górskiej.
Koleżeńskie kontakty utrzymywaliśmy cały czas.por.Kozik zapraszał mnie często do Krynicy.
Wykorzystałem to tylko jeden raz.
Tam w Krynicy przeszliśmy dopiero na TY.
Drugi raz na zaproszenie Pani Krystyny na pogrzeb Jej męża a mojego przyjaciela.Dzisiaj daję wyraz uznania Jego szlachetnych uczynków.

W następnym WRESZCIE JADĘ PO SPRZĘT
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry Wszystkie czasy w strefie GMT
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group