Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR"
Przejdź na stronę główną WWW.RADAR.JGORA.PL
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  AlbumAlbum   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

PENSJONAT

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tadeusz kadow



Dołączył: 06 Kwi 2008
Posty: 105
Skąd: wrocław

PostWysłany: 12 Lip 2010 17:51 pm    Temat postu: PENSJONAT Odpowiedz z cytatem

Przez prawie jeden rok Surabaja była moim miejscem stałego pobytu.Sporadycznie tylko do usunięcia awarii sprzętu opuszczałem to miasto.Nawet po uruchomieniu bazy Kalimantan tak pozostawało.
Tutejsza baza była centralną z której zaopatrywano oddziały indonezyjskiej armii pozostającej w Zachodnim Timorze.
Choć wspominam pewne jednak wątki wspomnień muszę pominąć z powodów ode mnie nie zależnych.
Wspomnę tylko,że mój pobyt w Indonezji przypadał na okres w którym cały kraj przechodził wielkie polityczne i gospodarcze przemiany.
Właśnie utracił władzę pierwszy Prezydent i twórca państwa Sukarno.
Nie analizuję i nie mam żadnej oficjalnej wiedzy na temat Jego ustąpienia a według obiegowych informacji które w bazach powielano w czasie prywatnych rozmów ta zmiana miała przerwać panujące w kraju ogniska spekulacji.
Tak mawiano i jednocześnie dodawano "wszystkim rządzi CZAJNA".
Co należało tłumaczyć "wszystkim rządzą Chińczycy".
Takie też odnosiłem wrażenie.
Mój czas osobisty nie pozwalał mi na przebywanie poza bazą a i do pensjonatu wracałem bardzo rzadko.
Ale obserwując ulice a może nie same ulice a centra handlowe,hotelowe,kiedy byłem w pomieszczeniu giełdy oraz w porcie i patrząc jakie zawijają statki wszędzie tam na kierowniczych stanowiskach zasiadali obywatele pochodzenia chińskiego.
Powiadano mi,że wszystkie taksówki i tzw BECIE, riksze rowerowe i motorowe są własnością chińczyków którzy podnajmują je rdzennym Indonezyjczykom.
Eksploatacją złóż ropy,plantacjami herbaty i kauczuku zarządzają korporacje chińskie a obywatele Indonezyjscy są tylko podstawionymi osobami.
Coś w tym musiało być prawdą.
Jestem już prawie pół roku, kiedy przyjechałem jeden dolar kosztował 24 rupie a w sierpniu prawie tysiąc.
Te bardzo szybkie zmiany cen widać dosadnie było na cenie paczki papierosów za dolara można było kupić karton popularnych indonezyjskich papierosów Salem a obecnie tylko dwie paczki.
I w szeregach osób wojskowych widać było niezadowolenie z zaistniałej sytuacji.
Kiedy dodam,że żołnierze obecnie nie otrzymywali żołdu a jedynie bezpłatne zakwaterowanie i wyżywienie dla siebie i swoich rodzin oraz jak bym użył określenia drobne kieszonkowe.
To podatność na wszelkie działania mające cechy zjawiska spekulacyjnego była bardzo wysokiego.
Wspominałem,że miałem do dyspozycji samochód na dojazdy do pracy oraz limit paliwa 5 l dziennie.
Sam jednak nie tankowałem.Robił to wyznaczony przez szefa podoficer i kiedy stwierdziłem,że zawsze mam pełen zbiornik mimo wykonania dłuższych kursów postanowiłem,podziękować " paczką papierosów.
Kiedyś mój szef wyszedł z propozycją,że na weekend dostanę specjalną przepustkę z możliwością wyjazdu poza miasto Surabaję.
Za przysługę otrzymał karton papierosów.
W tamtym okresie papierosy to był taki "obiegowy pieniądz".Wart znacznie więcej niż zasługiwał!
Tylko naświetliłem "cień"podłoża sytuacji w kraju.Jak powiedziałem nie znałem dokładnie wszystkich tych kulisów.
Jednak na początku sierpnia z prasy dowiaduję się Prezydent Sukarno "ustąpił' ze stanowiska a na Jego miejsce Zgromadzenie Narodowe wybrało generała Suharto - dowódcę Wojsk Lądowych.
"Przemiany"na szczytach władzy spowodowały,że władzę utracił dowódca AURI marszałek Amar podobno blisko stojący przy byłym Prezydencie i mający dobre stosunki z państwami UW.
Wspominam lecz nie pamiętam już dokładnie daty kiedy przebywając w bazie w czasie nadzorowania pracy sprzętu przybywa wraz z moim szefem patrol żandarmerii i oświadcza mi szef - muszę w ich towarzystwie udać się do pensjonatu i tam pozostać czekając na dalsze dla mnie dyspozycję.
W pierwszej chwili myślałem o konieczności wyjazdu do innej bazy w związku z jakąś awarią o której nie miałem jeszcze informacji.
Kiedy jednak nakazują mi oddać dokumenty dyspozycyjnego pojazdu i kiedy widzę,że nie jedziemy drogą do dotychczas zajmowanego przeze mnie pensjonatu nie mogę tego zrozumieć.
Przywieziony zostaję do pensjonatu o nazwie INDENESIA RAJA.
Tam mam już lokum i jak mi wytłumaczone znacznie lepsze warunki i był bym uwierzył ale po zastrzeżeniu "mam pomieszczenia nie opuszczać",które pada ze strony kapitana żandarmerii zrozumiałem "coś się stało"lecz co to nie wiem.
W bazie którą od kilku dni z przyczyn służbowych nie opuszczałem w śród kadry dało się wyczuć pewne podniecenie jednak nie wiedziałem czym było spowodowane.
Do pokoju dostarczają mi w dostatecznej ilości jedzenie i napoje a na werandzie dyżuruje żandarm.
To - dla mojego bezpieczeństwa tylko tyle udaje mi się dowiedzieć.
Na moje żądanie aby mnie skontaktowano z Biurem Radcy przez parę dni/chyba trzy/ zwodzono,obiecując - tak,zaraz,dzisiaj,jutro aż wreszcie pojawia się znajomy oficer z bazy będąc zastępcą szefa teraz przedstawia się jako szef i oświadcza iż działa z polecenia dowódcy,wszystko się wyjaśnia i za parę dnia mam "gwarancję"powrotu do pracy.
W czasie tego spotkania w paru zdaniach wyjaśnia zaistniałą sytuację oraz zapewnia,że kontrakt mój jest w dalszym ciągu ważny i że swoją postawą tą decyzję władz zagwarantowałem i mam ICH pełne zaufanie!
Dzisiaj mogę nawiązać po wojskowej linii łączność z Ambasadą lub Biurem Radcy.Linie cywilne są jeszcze niedostępne.
Mam być cierpliwy i przez "parę dni"pozostać w pensjonacie.
Jak zechcę to tutaj na stałe.
Odwołany zostaje żandarm jednak poza obręb zabudowań mam nie wychodzić.
Dowiem się później,że ulice Surabaji jak i wielu innych miast w czasie "przemian"nie były wcale spokojne!
Faktycznie pensjonat ma znaczne wyposażenie rekreacyjne,pola tenisowe,ogród spacerowy i nade wszystko odkryty basen kąpielowy.
Choć miałem tutaj takie nie miłe zdarzenie decyduję pozostać tutaj.
Wyszedłem z założenia "każde miejsce jest dobre gdzie nas dobrze traktują" a tutaj ze strony personelu jestem traktowany "jak brytyjski lord".
Następne dni przynoszą wyjaśnienie tej sytuacji,posiadłość jest własnością pary małżeńskiej, holendersko-indonezyjskiej właścicieli plantacji kauczuku podobno 10000 ha.Mąż tej Pani holender w czasie tych "zmian"został wydalony z Indonezji a żona Pani JS pozostała zarządzającą gdyż cała plantacja przeszła w "ręce państwa".
Była właścicielka kiedy dowiedziała się,że rezydencja przeszła w dyspozycję wojska robiła wszystko aby obecni mieszkańcy,mieszkając czuli się zadowoleni.
W czasie mojego tam zamieszkiwania przebywali tam tylko wojskowi lecz jak nakazywała "tradycja" nie zawierałem zbytecznych znajomości.
W miedzy czasie skontaktowałem się z Biurem Radcy i po złożeniu relacji co się ze mną dzieje otrzymałem propozycję - mogę wracać do kraju lecz dopiero po przyjeździe zmiennika lub wypełniać zadanie dalej.
Wybrałem to drugie!
W INDONESIA RAJA panowała prawie rodzinna atmosfera.
Była właścicielka a obecnie , jak przedstawiała się - administratorka miała pięć córek z których trzy były studentkami.
Panie te mieszkały w zasadniczej części swojej byłej posiadłości.Jednak studentki często spacerowały tarasami w części bungalow i mogłem Je obserwować z okien swojej kwatery a kiedy przebywałem na basenie to zawsze któraś z Nich natychmiast pojawiała się ale przeważnie przychodziły we dwie.
Odnosiłem wrażenie a może tylko wrażenie,że chciały nawiązać kontakt.
Myślę,że motorem napędowym tych "przypadkowych"spotkań była Ich mama.
Tak po pewnym okresie Nasumi,Kasai i trzecia której imienia już nie pamiętam stały się moimi nauczycielkami języków indonezyjskiego i angielskiego a ja natomiast ze swojej strony czyniłem wszystko aby poznały język polski.
Były wieczory,że godzinami prowadziliśmy rozmowy na wszystkie tematy.Miały po ojcu obywatelstwo holenderskie lecz "przemiany"pozbawiły Je paszportów a tak chciały wyjechać z kraju.
Zostaliśmy bardzo dobrymi znajomymi i przy moim wyjeździe podarowały mi na pamiątkę swoje wspólne zdjęcie.Prezentuję je w galerii.
Prawda urokliwe dziewczyny?
Po przyjeździe do kraju raz do Nich napisałem kartkę lecz pozostała bez odpowiedzi i nigdy już nie dowiedziałem się co los IM wszystkim zgotował.


W następnym GARDEN PARTY
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dyskusje Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Żołnierzy Radiotechników "RADAR" Strona Główna -> Wspomnienia z Jeleniej Góry Wszystkie czasy w strefie GMT
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group